MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Potomkowie pastora Georga Wernicke po latach odnajdują grób dziadków w maleńkich Jeziorkach pod Słupskiem

Magdalena Olechnowicz
Magdalena Olechnowicz
Wnukowie niemieckiego pastora od 8 lat szukali grobu dziadka, który był pastorem w kościele Mariackim w Słupsku. Udało się to dzięki pomocy wielu osób i stowarzyszeń. W maleńkich Jeziorkach w gminie Damnica odnaleziono tablicę nagrobną na podstawie zdjęcia z lat 50.
Wnukowie niemieckiego pastora od 8 lat szukali grobu dziadka, który był pastorem w kościele Mariackim w Słupsku. Udało się to dzięki pomocy wielu osób i stowarzyszeń. W maleńkich Jeziorkach w gminie Damnica odnaleziono tablicę nagrobną na podstawie zdjęcia z lat 50. Fot. USMH Orzeł/Archiwum prywatne
Był 7 marca 1945 roku, kiedy ewangelicki pastor wraz z żoną i córką ucieka ze Słupska do maleńkich Jeziorek w gminie Damnica w powiecie słupskim. Cztery dni później wszyscy popełniają samobójstwo. Wnukowie pastora od ośmiu lat szukają grobu dziadków. Jego znalezienie wydaje się niemożliwe… Aż do teraz.

O akcji zakończonej sukcesem, pełnej wrażeń i wzruszeń jako pierwszy poinformował nas Zbigniew Łukaszewski, prezes Usteckiego Stowarzyszenia Miłośników Historii Orzeł.

- Od kilku lat prowadzimy prace mające na celu upamiętnienie zapomnianych miejsc. W ubiegłym roku poproszono nas o pomoc w odnalezieniu miejsca pochówku pastora Georga Wernicke, który do 1945 roku był pastorem w kościele Mariackim. Jednak, gdy do miasta wkroczyła Armia Czerwona, uciekł wraz z żoną i córką. Kilka dni później wszyscy popełnili samobójstwo. Wnukom bardzo zależało na odnalezieniu grobu dziadków. Szukają go już od 2014 roku! Zgodziliśmy się i wspólnie z młodzieżą rozpoczęliśmy poszukiwania, sugerując się starym zdjęciem pomnika z lat 50 – mówi Zbigniew Łukaszewski, przewodniczący USMH Orzeł.

Poszukiwania w Jeziorkach w gminie Damnica zaczęły się 4 lipca tego roku. I Jeszcze w tym samym dniu grób odnaleziono!
- Nie było to łatwe, musieliśmy wykarczować ogromne chaszcze, co zajęło wiele godzin. Dopiero porem mogliśmy przystąpić do poszukiwania metalowych elementów detektorem do poszukiwania metalu. Oczywiście wszystko odbyło się za zgodą i pod czujnym okiem pani konserwator zabytków - zaznacza pan Zbigniew.

W Jeziorkach stawili się wszyscy zaangażowani w poszukiwania grobu od wielu lat – pasjonaci historii ze Stowarzyszenia Orzeł, młodzież ze Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce z Opola, która od 4 lat odkrywa zapomniane ewangelickie cmentarze na Pomorzu, Detlef Rach, prezes Słupskiego Związku Ludności Pochodzenia Niemieckiego oraz sami wnukowie pastora - Rolf i Katrin Wernicke.

- Ja go znalazłem! – mówi dumny Detlef Rach. - Ledwo wystawał z ziemi, wszystko było przykryte liśćmi. Zawołałem chłopaków z łomami, widłami i wykopali. Płyta była pęknięta, ale nazwisko widoczne. Była ogromna radość wszystkich. Niedowierzanie. Wnukowie oniemieli kompletnie. Nie widzieli, co powiedzieć. Zapadła cisza na cmentarzu. Ciężko im było cokolwiek powiedzieć. Tak to przeżywali. Dopiero potem dziękowali, pościskaliśmy się, łzy nam popłynęły…

Pamięć o przodkach zostanie zachowana.
- Wierzę, że odnajdując ten grób, zachowam pamięć o babci i dziadku. Poszukiwania zajęły mi wiele lat i już traciłem nadzieję… Wzruszenie, gdy zobaczyłem tablicę nagrobną z nazwiskiem jest nie do opisania… Jednak w końcu doznałem spokoju – mówi Rolf Wernicke.

Ale zacznijmy od początku…
18 stycznia 2014 roku – wtedy Rolf Wernicke z Weimaru w Niemczech zamieszcza w internecie na niemieckojęzycznej stronie apel o pomoc w odnalezieniu grobu dziadków. Wtedy zaczyna się cała historia, w tle której poznajemy dramat ludzi, którzy nagle musieli zostawić wszystko, aby ratować siebie.

- Moi dziadkowie Georg i Käte Wernicke mieszkali z trójką dzieci Klausem, Christą i Martinem w Stolp, przy Bismarckstraße 3 (dziś Słupsk, ul. Sienkiewicza), do kwietnia 1945 roku. W 1939 roku mój wujek Klaus Wernicke i mój ojciec Martin Wernicke zostali wcieleni do Wehrmachtu. Ich siostra Christe została z rodzicami – opowiada. - Dziadek był pastorem w Marienkirche (w kościele Mariackim).
Tak było do marca 1945 roku.
- 7 marca 1945 r. przyszedł nakaz eksmisji dla dzielnicy Stolp i moi dziadkowie i ich córka Christa musieli uciekać. Nie pojechali jednak do Stolpmünde (Ustka), jak uzgodniono, ale do Kleinwasser (Jeziorka). Brat mojej babci - Rudi Langhans - pracował tam jako zarządca majątku. Jednak kiedy Armia Czerwona zajęła Kleinwasser, miały miejsce straszne ataki i gwałty. Ta katastrofalna sytuacja doprowadziła do decyzji o wspólnym popełnieniu samobójstwa 11 marca 1945 roku. Rudi Langhans zlecił wykonanie i wzniesienie drewnianego krzyża, a później nagrobka – opisuje historię swojej rodziny Rolf Wernicke.
Skąd to wszystko wie?
- Odręcznie napisany dokument napisała moja prababcia, która przeżyła lot ze Słupska i zdała relację ze swoich przeżyć i wspomnień. Oryginał został przetłumaczony przez moją siostrę Karin – wyjaśnia Wernicke. – Wtedy postanowiliśmy wraz z siostrą odnaleźć grób naszych przodków. Odwiedziliśmy Słupsk, Ustkę i Jeziorka w 2013 i 2016 roku i na próżno szukaliśmy grobu naszych dziadków. Prawie straciliśmy nadzieję. Nawiązaliśmy jednak kontakt ze Słupskim Związkiem Ludności Pochodzenia Niemieckiego i tak poznaliśmy pana Detlefa Racha.

Spać mi nie dawała ta historia…
- mówi Detlef Rach, prezes Słupskiego Związku Ludności Pochodzenia Niemieckiego. - Wnuk pastora Wernicke napisał do mnie maila w 2018 roku. Znalazł mnie w Internecie. Opisał historię dziadków i poprosił o pomoc. Przysłał też zdjęcia płyty nagrobnej i rodziny – pastora, jego żony i ich córki Christe. Ależ ona mi się spodobała! Niech pani zobaczy jaka śliczna była i męża nie miała… – mówi pan Detlef i pokazuje wydrukowane czarno-białe zdjęcie młodej kobiety. – Chyba dlatego tak bardzo mi zależało, aby ten grób znaleźć – śmieje się. – Sen z powiek spędzała mi ta historia. Gdzie ja nie byłem kogo nie pytałem… W książce Karla Heinza Pagela „Stolp” o historii Słupska sprzed 1945 roku, przeczytałem, że oni zginęli w Tuchomiu. Wyraźnie jest napisane, że tam uciekli. W ślad za tym w 2020 roku pojechałem do Tuchomia i szukałem. Jednak na tamtejszym cmentarzu ewangelickim nie ma żadnego kamienia nagrobnego z nazwiskami. Zacząłem szukać w Jeziorkach, bo w rodzinie u nich mówiło się, że tam uciekli. Pierwszy raz jak tam poszedłem pod koniec zeszłego roku, krzaki po szyję! Śladu po grobach nie było. Dopiero w tym roku w marcu z kosami motorowymi pojechaliśmy tam z chłopakami ze Związku, ale tego kamienia nie znaleźliśmy…
Pan Detlef szukał też w innych miejscach.

I wtedy z pomocą przyleciał Orzeł…
W poszukiwania zostali zaangażowani inni ludzie, m.in. młodzież współpracująca ze Związkiem Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce z Opola.
- Cztery lata temu napisałam projekt "Mit Geschichte an der Küste" (z niem. „Z historią na wybrzeżu”), w którym 16 uczestników z trzech województw pojechało do Rowów w gminie Ustka. Tam nawiązaliśmy współpracę z panią sołtys gminy Ustka i Usteckim Stowarzyszeniem Miłośników Historii Orzeł, bez którego w ogóle nie zrealizowalibyśmy tego projektu – mówi Beata Sordon, koordynatorka projektu. – Od tego czasu co roku jeździmy na Pomorze. Odkrywamy cmentarze, porządkujemy je, nadajemy tym miejscom nowy początek. W tym roku akcja była o tyle ciekawsza, że szukaliśmy też konkretnego grobu – człowieka, którego rodzina – wnukowie – byli tam razem z nami. To było bardzo wyjątkowe przeżycie.

Pomoc wspomnianego Usteckiego Stowarzyszenia Miłośników Historii Orzeł była nieoceniona.
- Radość z odnalezienie grobu była ogromna – mówi Zbigniew Łukaszewski, przewodniczący USMH Orzeł. - Poszukiwania to nie wszystko, bo skupiliśmy się także na porządkowaniu zapomnianego cmentarza. Odkryliśmy kilkanaście elementów, takich jak krzyże, kamienne podstawy pod krzyże. Natrafiliśmy także na moździerz z II wojny światowej, który został zabrany przez saperów z uwagi na niebezpieczeństwo wybuchu.

W ten oto sposób grób poszukiwany od 2014 roku został odnaleziony!

- Skutki II wojny światowej dla naszej rodziny są nie do opisania. Wraz z odkryciem grobu naszych dziadków i ciotki spełniło się wielkie marzenie. Odnaleźliśmy się. W historii wzięło udział wielu naszych przyjaciół i znajomych, którym bardzo dziękuję – mówi.
Tablicę nagrobną Rolf Wernicke zabrał do domu, aby ją odtworzyć na nowo. Wróci z nią na cmentarz w Jeziorkach, aby godnie uczcić pamięć o swoich przodkach.

od 7 lat
Wideo

Ukraiński dron uderzył w radar w Orsku. Przeleciał aż 1800 kilometrów

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza