prof. Składowski: Rak to nie znaczy śmierć

Rozmawiała Małgorzata Fedorowicz
– Mieliśmy pacjenta, który zachorował – w pewnych odstępach czasu – na siedem różnych nowotworów. Z każdego wychodził – mówi doktor Krzysztof Składowski.
– Mieliśmy pacjenta, który zachorował – w pewnych odstępach czasu – na siedem różnych nowotworów. Z każdego wychodził – mówi doktor Krzysztof Składowski. Paweł Stauffer
Rozmowa z prof. dr. hab. med. Krzysztofem Składowskim, kierownikiem I Kliniki Radioterapii w Centrum Onkologii w gliwickim oddziale Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie.

- Słowo rak budzi przerażenie. Czy będziemy kiedyś gotowi, żeby otwarcie o nowotworach rozmawiać, zamiast chować głowę w piasek?
- Rak przeraża, ale podejście do niego już się zmieniło. Ludzie przyznają się do tego, że zachorowali, że byli leczeni. Oczywiście robią to najczęściej wtedy, kiedy to wszystko się udało. Ale też są niektórzy bardzo odważni, którzy przyznają się w trakcie trwania terapii. Często są to ludzie mediów, powszechnie znani. Decydują się na ten krok z jakichś powodów, może żeby świadczyć, że ta choroba nie wybiera. Dotyka biednych i bogatych, pięknych i brzydkich, mądrych i głupich. Ale myślę, że jest to niezwykle cenne, że właśnie oni się nie wstydzą tego robić, to budzi otuchę u innych chorych.

- Czy ma pan na myśli znanego dziennikarza Kamila Durczoka, który był pana pacjentem i pokonał nowotwór?
- Tak, to był dla wielu pacjentów niezmiernie cenny przykład. Przeżywali jego chorobę, później porównywali swoje problemy z jego problemami. Pocieszali się tym, że skoro jemu się udało, to im też powinno się udać. W tego typu zachowaniach widzę samo dobro.

- Czy raka faktycznie da się wyleczyć?
- Wbrew pozorom, sprawa nie jest tak prosta, jak by się wydawało. Ludzie rozumieją na ogół kwestię wyleczenia jako coś ostatecznego, co nastąpiło i już jest niezmienne. Rak jest wyleczalny, można go pokonać różnymi metodami. Ale nie dotyczy to wszystkich chorych, gdyż wiele zależy od stopnia jego zaawansowania. W pierwszym stadium rak jest wyleczalny u 90-95 procent chorych. W drugim i trzecim są na to nadal duże szanse. Natomiast w czwartym dochodzi już do przerzutów. Mogę również podać przykłady powtórnego zachorowania, które stwarzają u ludzi złudzenie, że ta choroba jest nieuleczalna. No bo skoro ktoś zachorował drugi raz, trzeci raz, to pewnie jest to ta sama choroba. A że jest to inny rak, w innym miejscu, nie ma znaczenia. I tak powstaje mit nieuleczalności tej choroby. Tymczasem wynika to tylko z faktu narażenia organizmu na pewne kancerogeny, które występują w otoczeniu i które sprawiają, że coraz to nowe ogniska raka mogą powstawać. Jednak i wtedy nie można się załamywać. Mieliśmy pacjenta w naszym Ośrodku Onkologii w Gliwicach, który zachorował - w pewnych odstępach czasu - na siedem różnych nowotworów. Z każdego wychodził.

- Gastrolog może powiedzieć pacjentowi, że wrzód dwunastnicy został wyleczony, tymczasem onkolog chyba nikomu wyleczenia nie zagwarantuje.
- Naszym jedynym cenzorem jest czas. Nie jesteśmy w stanie wiarygodnie stwierdzić, bo jeszcze nie ma takich metod, że w organizmie pacjenta po leczeniu nie została żadna żywa komórka nowotworowa, która może stać się źródłem nawrotu. Jedynie czas sprawdza, cośmy zrobili w sensie leczniczym. Jeśli nie dochodzi do nawrotu, upływają miesiące i lata, to znaczy, że leczenie było skuteczne. Żadna komórka nowotworowa nie przeżyła, a jeśli przeżyła, to organizm sam ją zniszczył.

- Jak wygląda rak? Raz mówi się o guzie, a raz o komórkach nowotworowych.
- Guz jest zbudowany z komórek. W jednym guzie są ich miliardy. Proszę sobie wyobrazić sto miliardów złotych, ile miejsca te pieniądze by zajęły w sali, w której teraz rozmawiamy? Dużo, nawet nie jesteśmy pewni, czy ta sala by wystarczyła. A w przypadku nowotworów człowiek ma przeciętnie do czynienia właśnie z takimi, niewyobrażalnymi liczbami. Komórki nowotworowe są obecne nie tylko w guzie, który jest widoczny, który da się stwierdzić. Znacznie ważniejsze z leczniczego punktu widzenia są komórki, które są rozproszone w sąsiedztwie guza, stanowią jego odnóża. Stąd wzięło się w onkologii pojęcie rak, czyli coś, co jest podobne swoim wyglądem do tego skorupiaka.

- Gdy człowiek słyszy okrutną diagnozę, wali mu się świat. Co powinien zrobić, żeby się nie poddać, tylko rozpocząć walkę?
- Każdy, kogo to spotka, powinien wiedzieć, że natychmiast nie umrze, to pierwsza rzecz. A wielu ludzi przyjmuje znak równości
między rakiem a śmiercią. Nie ma nagłości postępowania, trzeba zachowywać się racjonalnie, żeby nie popełnić błędu. Wiem, że łatwo tak powiedzieć. Bo chory przeżywa wtedy ogromny stres, który powoduje, że często nie wie, co robi. Dlatego musi mieć wsparcie ze strony najbliższych mu osób, które powinny pokierować rozsądnymi działaniami.

- O czym trzeba pamiętać, żeby nie było za późno na leczenie?
- Żeby nie zwlekać. A ludzie często czekają zbyt długo, łudząc się, że to samo przejdzie, że w jakiś cudowny sposób się to rozwiąże. Najczęściej do wizyty u onkologa zmusza ich dopiero silny ból, silne krwawienie, nieprzyjemny widok owrzodzeń. Jeżeli tego typu objawy się pojawiają, to rak jest już zaawansowany i będzie problem z jego leczeniem.

- Z prognoz wynika, że na nowotwór zachoruje, niestety, co czwarty Polak. Jaka jest tego przyczyna?
- Prawdopodobnie jest to cena, jaką płacimy za to, że żyjemy w wysoko rozwiniętej cywilizacji. Te wszystkie ułatwienia, z jakimi mamy do czynienia na co dzień, sprawiają, że nasz organizm jest narażony na szereg czynników kancerogennych. Ukazał się już oficjalny raport, z którego wynika, że nadmierne używanie telefonów komórkowych sprzyja powstaniu raka mózgu.

- "Wielu ludzi żyje na kredyt" - to są słowa zaczerpnięte z pana książki. Jak powinniśmy je rozumieć?
- To była taka metafora z tym kredytem, żeby przybliżyć ludziom bezsens pewnych przyzwyczajeń i nawyków ze zdrowotnego punktu widzenia. Chodzi o szereg niehigienicznych zachowań, jak np. palenie papierosów, przepracowywanie się, nieumiejętne gospodarowanie swoim czasem, eksploatowanie organizmu, przejadanie się, nadużywanie alkoholu czy narkotyków. Ile osób wie, że zaniedbaną latami próchnicę zębów można przypłacić rakiem jamy ustnej i języka? My jesteśmy zaprogramowani na to, żeby żyć w zdrowiu kilkadziesiąt lat i póki organizm jest młody, silny, to radzi sobie niemal z każdym problemem. Problemy zaczynają się później. Ale powinniśmy zdrowo żyć już od najwcześniejszych lat. Bo to wszystko, co się dzieje w młodym wieku, to, czego się nauczymy, warunkuje to, co się stanie w przyszłości.

- Czy to prawda, że raka płuc aż w 95 proc. wywołuje palenie papierosów?
- Tak. Palenie wpływa kancerogennie na wszystkie narządy, na które dym tytoniowy trafia na swojej drodze. Począwszy od warg, poprzez język, policzki, gardło, krtań, przełyk, tchawicę, oskrzela, płuca. Substancje zawarte w dymie tytoniowym, które przenikają przez płuca i nie ulegają rozpuszczeniu, działają również rakotwórczo na pęcherz moczowy i nerki. Palenie jest odpowiedzialne za sześć nowotworów, nie tylko za raka płuc.

- Często ludzie usprawiedliwiają na różny sposób swoje nałogi: "Mój sąsiad palił przez kilkadziesiąt lat paczkę papierosów dziennie i dożył późnej starości, mnie też nic nie będzie".
- Takie argumenty są nie do przyjęcia. Sporo podróżuję i widzę różnicę między pacjentami polskich szpitali onkologicznych a szpitali za granicą. Otóż tam przed wejściem nie ma nikogo, kto by stał i palił papierosy. U nas są to, w zależności od pory dnia, całe grupy pacjentów lub ich rodzin. Nawet choroba ich nie odstrasza. Jak skutecznie ich leczyć?

- Wśród zachorowań na czoło wysunął się też rak skóry - czerniak. Podobno to nie tylko skutek nadmiernego opalania...
- Wpływ promieniowania słonecznego na raka skóry jest dowiedziony na całym świecie. Racjonalne zalecenia są takie, żeby nie opalać się za długo, a w trakcie plażowania używać kremów z odpowiednimi filtrami. Absolutnie nie można doprowadzać do oparzeń skóry. Chciałbym też mocno przestrzec przed solariami, lepiej z nich nie korzystać. Większość polskich solariów działa bowiem na sprzęcie, który został już wycofany z innego kraju, gdyż jego dalsze użytkowanie było zbyt niebezpieczne.

- Czy choremu na raka należy mówić całą prawdę, powiedzieć, ile czasu mu zostało?
- Z pacjentem przede wszystkim trzeba rozmawiać. Jeżeli wyczuwamy, że on chce się o tym dowiedzieć albo wręcz zadaje takie pytanie, to oczywiście można ten temat podjąć. Tyle tylko, że nie można pacjentowi odbierać nadziei przy pierwszej rozmowie, jeszcze przed leczeniem, bo już w tym momencie ustawiamy się w pozycji Pana Boga, wszechwiedzącego i wyroczni. Ja nigdy nie mówię pacjentowi, ile mu życia zostało. To jest nieetyczne.

- Książka "Wspólnie pokonajmy raka" to zapis rozmów, jakie pan przeprowadził z dwiema byłymi pacjentkami. Na co zachorowały i czy łatwo było je namówić na tę publikację?
- Jedna z tych pań miała nowotwór jelita grubego, druga - szyjki macicy. To było pięć lat temu. Obie dobrze się czują i prowadzą normalne życie. To one bardzo chciały, żeby ta książka powstała, gdyż chciały się podzielić swoimi przeżyciami i radami dla innych pacjentów. To mnie trzeba było do niej namówić. Cieszę się, że tak się stało. Życie tych pacjentek świadczy o tym, że raka można pokonać i nigdy nie należy się poddawać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.