MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rodzice z Widzina skazani na kary bezwzględnego więzienia. Oboje krzywdzili malutkie dzieci

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Zeznania ostatnich świadków, mowy końcowe i wyrok Sądu Rejonowego w Słupsku za znęcanie się nad dziećmi
Zeznania ostatnich świadków, mowy końcowe i wyrok Sądu Rejonowego w Słupsku za znęcanie się nad dziećmi Bogumiła Rzeczkowska
Sąd Rejonowy w Słupsku wydał wyrok za znęcanie się nad trojgiem małych dzieci. Ich rodzice – Mariola K. i Łukasz B. z Widzina pójdą na 2 lata oraz 2 lata i trzy miesiące do więzienia. Oboje dostali zakazy kontaktów z dziećmi i muszą zapłacić zadośćuczynienie. To nieprawomocny finał sądowy sprawy, która ujrzała światło dzienne pod koniec 2022 roku.

Ani 30-letnia Mariola K., ani 36-letni Łukasz B. nie czuli się winni oskarżeniom, które skierowała przeciwko nim Prokuratura Rejonowa w Słupsku. Oboje odpowiadali za psychiczne i fizyczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad trojgiem dzieci w wieku - w czasie stawiania zarzutów - dwóch, trzech i pięciu lat. W związku z tym, że ofiarami rodziców były malutkie dzieci czyny zostały również zakwalifikowane jako znęcanie nad osobami nieporadnymi ze względu na wiek.

Mariola K. i Łukasz B. z Widzina w gminie Kobylnica zostali zatrzymani i aresztowani w maju 2023 roku, po tym gdy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku powiadomiło prokuraturę. Jednak dzieci zostały odebrane im już w grudniu 2022 roku. Wtedy w czasie imprezy alkoholowej w mieszkaniu oskarżonych pocięła się kuzynka Łukasza B. Na interwencję przyjechała policja i pogotowie. Okazało się, że w domu są cztery pijane osoby i troje maluchów. Dzieci od razu trafiły do rodziny zastępczej.

Lekarz i ratownicy medyczni, którzy przyjechali na interwencję zeznali przed sądem, że nie zauważyli śladów pobicia, czy szczególnego zaniedbania, nie było zagrożenia życia, dzieci nie były skrajnie wyniszczone. Ogólnie w domu panował bałagan, a w czasie interwencji rozgardiasz jak zazwyczaj w takich sytuacjach. Dzieci płakały, bo bały się obcych. Psy szczekały.

Jednak gdy maluchy trafiły do rodziny zastępczej okazało się, że są w bardzo złym stanie. Zaniedbane. Brudne. Dwulatek nie chodził, trzylatka nie mówiła. Miała też ślad po przypaleniu papierosem. Zauważono też u nich ślady na ciele. Później pięciolatka sama zaczęła opowiadać, jak było w domu rodzinnym. Według biegłej, która oceniała relację najstarszej dziewczynki, jest to dziecko z rodziny przemocowej, z traumą, z deficytami, wynikającymi z długotrwałych zaniedbań.

Śledztwo potwierdziło wstępne zarzuty, także te dotyczące działania ze szczególnym okrucieństwem – przypalania papierosami, podduszania, podawania dzieciom alkoholu. Rodzice odpowiadali też za zaniechanie wykonywania podstawowych czynności wynikających ze sprawowania opieki, za drastyczne zaniedbywanie dzieci.

Dzieci nie znały innego życia

- Wszczynanie awantur, spożywanie alkoholu w obecności dzieci, bicie ich po całym ciele, przypalanie papierosami, podawanie im wódki, zaniedbywanie poprzez brak higieny, nienależyte żywienie, niezapewnienie opieki medycznej, w tym szczepień obowiązkowych – przytaczała niektóre zarzuty aktu oskarżenia w mowie końcowej prokurator Aleksandra Pryputniewicz. - Świadkowie, którzy zawodowo zajmują się dziećmi - z pieczy zastępczej oraz z rodziny zastępczej - są to ludzie, którzy spotykają się z różnym rodzajem zaniedbań. Natomiast dzieci oskarżonych na tyle zwróciły ich uwagę stanem i stopniem zaniedbania, obrażeniami, że zawiadomili organy ścigania. Pracownicy socjalni byli w szoku. Nie były to zaniedbania wynikające z tąpnięcia życiowego. To nie był jednorazowy kryzys w rodzinie. To były trwałe wieloletnie zaniedbania.

- Jedna z dziewczynek z powodu próchnicy nie miała zębów, druga – przewlekłą anemię. Dzieci nie miały regularnych szczepień. Najmłodszy miał rogowaciejącą ciemieniuchę. Obrażenia śladów po przypaleniach, siniaki. Zachowywały się skrajnie lękowo, Nie potrafiły utrzymać ani kału, ani moczu. Nie umiały jeść sztućcami. Chłopczyk bał się kąpieli, bo był polewany wodą w czasie kąpieli - wyliczała prokurator. - Nie można mówić o tym, że dzieci nie chciały od rodziców odejść, jak wskazał jeden z ratowników, bo były przestraszone sytuacją. W chwili, gdy były zabierane, nie znały alternatywy. Uważały, że jak mama daje wódkę na dobranoc, pigwówkę, wiśniówkę, to się świetnie po tym śpi i „dzieci się nie drą”, cytując najstarszą z rodzeństwa. To sytuacja, do której dzieci przywykły. W rodzinie zastępczej poznały inny sposób funkcjonowania. Nie chciały wrócić do domu, kurczowo trzymały się rodziców zastępczych. Ta przemoc nosiła znamiona szczególnego okrucieństwa. Te dzieci będą latami potrzebowały terapii, by nie powielać wzorców, którymi nasiąkły w rodzinie biologicznej.

Prokurator zażądała po 6 lat więzienia dla rodziców, zadośćuczynienia od każdego z nich po 10 tysięcy złotych na rzecz każdego dziecka oraz 10-letnich zakazów zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonymi.

Wniosek ten poparł adwokat Wojciech Kosiec, który w procesie występował jako kurator małoletnich oskarżycieli posiłkowych, reprezentujący dzieci.

- Stanowisko prokuratury co do zarzutu znęcania się ze szczególnym okrucieństwem umotywowane jest konkretnymi dowodami. Mowa tu o ciągłości zaniedbań na przestrzeni czasu. Wnioski co do kary i zastosowania środków nie są wygórowane – powiedział pełnomocnik dzieci.

Obrona: Nie było wzorcowo, ale godnie

Zdaniem adwokata Mariusza Przewrockiego, obrońcy Łukasza B., proces nie potwierdził zarzutów.
- Nie chodzi o zeznania rodziny, ale osób postronnych – pracowników socjalnych, lekarzy, ratowników – argumentował obrońca, twierdząc że oskarżenie zostało zbudowane tylko na relacjach najstarszej dziewczynki, która złożyła zeznania w postępowaniu o prawa rodzicielskie, a w karnym odmówiła, więc nie są one kluczowe. Obrońca obalał też zarzuty dotyczące braku opieki medycznej, w tym szczepień, wyglądu dzieci i obrażeń, powołując się na lekarkę z Kobylnicy, która nie zauważyła niczego niepokojącego.

- Warunki mieszkaniowe może nie były wzorcowe, ale w miarę swoich możliwości finansowych rodzice starali się, by były godne – mówił obrońca. - W mieszkaniu była łazienka, było ciepło, były robione zakupy i gotowane obiady. Może posiłki nie były idealnie zbilansowane, a produkty najwyższej jakości, ale dzieci nie chodziły głodne i nie były niedożywione.

Adwokat odniósł się do zeznań świadków, którzy zaprzeczyli, że Łukasz B. bił dzieci, a co do przypalania papierosem to nie palił. Zdarzało się, że spożywał alkohol, ale świadomie nie podawał go dzieciom i nie pozostawiał w ich zasięgu. Na koniec obrońca argumentował, że dzieci nie były negatywnie nastawione do rodziców i po umieszczeniu w rodzinie zastępczej, nie uciekały od nich.
Obrońca wniósł o uniewinnienie.

- Zeznania świadków są rozbieżne – powiedziała z kolei adwokat Barbara Krupa-Włodarczyk, obrońca Marioli K. - Pracownicy socjalni, lekarze, rodzina, znajomi nie potwierdzają, że Mariola K. znęcała się nad dziećmi. Może była trochę niewydolna wychowawczo, ale jak mogła, jak umiała, tak radziła sobie z wychowaniem dzieci. Nie można mówić, że były one głodzone i zaniedbane. W domu rodzinnym nie dochodziło do przemocy – mecenas zgodziła się z przedmówcą. - Wnoszę o uniewinnienie.

Nie czują się winni

Oskarżony Łukasz B. w ostatnim słowie zaprzeczył zarzutom, powołując się na znajomych i rodzinę i wioskę, w której nic się nie ukryje, bo wszyscy się znają. Przyznał, że ponosi winę tylko za to, że powinien więcej pomagać partnerce przy dzieciach, a on spożywał alkohol.

- Nigdy w życiu nie skrzywdziłbym dzieci. Kocham je najbardziej na świecie – mówił. - W nocy gdy zabrali dzieci, był bałagan, ponieważ policjanci, którzy szukali ciuchów, żeby ubrać dzieci, nawyciągali z szafek, no i w końcu dzieci zostały ubrane w brudne ubrania z kosza na pranie. Ciężko przeżywam ten czas w areszcie. Nigdy w życiu nic takiego się nie działo. Proszę o uniewinnienie.

Także Mariola K. ze łzami w oczach i drżącym głosem poprosiła o wyrok uniewinniający.

Sąd nie skazuje za biedę

Sąd wydał wyrok skazujący matkę i ojca. Łukasz B. dostał 2 lata i 3 miesiące, a Mariola K. 2 lata bezwzględnego więzienia. Oboje mają 3-letnie zakazy kontaktowania się z dziećmi w jakikolwiek sposób oraz zbliżania się do nich na odległość mniejszą niż 50 metrów. Każde z nich musi też zapłacić na rzecz każdego dziecka po 5 tysięcy złotych, co oznacza, że pokrzywdzeni od rodziców dostaną po 10 tysięcy złotych.

Sąd uznał, że rodzice znęcali się nad dziećmi nieporadnymi ze względu na wiek i mimo że jest to okrutne, nie można tego zakwalifikować jako szczególne okrucieństwo. W uzasadnieniu wyroku sędzia Mirosław Stachurski zaznaczył, że relacje najstarszej córeczki oskarżonych są wiarygodne.

- Sąd nie skazuje nikogo za biedę. Tu mamy do czynienia ze znęcaniem się fizycznym i psychicznym – sędzia mówił o ewidentnej przemocy, ale też o innych aspektach. - Dzieci dorastały w atmosferze strachu. Były świadkami awantur i przemocy między rodzicami. Na co dzień był alkohol. Sąd nie jest w stanie uwierzyć, że opieka społeczna niczego nie widziała. Wystarczą same zdjęcia z oględzin mieszkania – puszki, butelki w każdej szafce, lodówce, w każdym miejscu. Ogromna ilość jak na takie małe mieszkanie. Dzieci same miały dostęp do alkoholu, a rodzice opiekowali się nimi, będąc pod wpływem alkoholu.

Natomiast sąd nie uznał dowodów, że dzieci były zaniedbywane pod względem opieki medycznej, bo chodziły do lekarza i były szczepione. Jednak brak higieny powodował dolegliwości psychofizyczne i problemy zdrowotne, bo gdy zaniedbania narastały, dzieci nie mogły się rozwijać.

- Rodzice systemowo znęcali się nad bardzo małymi dziećmi, nieporadnymi ze względu na wiek. Była podnoszona ręka, podawany alkohol, brakowało opieki – zauważył sędzia.

Jednak sąd uznał, że wymierzone zdemoralizowanym rodzicom kary będą wystarczające, a 3-letnie zakazy pozwolą w przyszłości odbudować relacje z dziećmi, jeśli oskarżeni wyjdą na prostą drogę.

Po ogłoszeniu nieprawomocnego wyroku sąd uchylił Łukaszowi B. tymczasowe aresztowanie. Oskarżony jest teraz pod dozorem policji i ma zakazy kontaktów i zbliżania się do dzieci. Mariola K. odpowiadała z wolnej stopy, bo po miesiącu od jej zatrzymania Sąd Okręgowy w Słupsku zamienił jej areszt na dozór policji.

Mariola K. urodziła sześcioro dzieci. Z poprzednich jej związków dwoje jest przy ojcu, jedno oddała po urodzeniu. Z Łukaszem B. ma troje dzieci. Oboje zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza