Święte słowa ks. Bonieckiego w książce "Dookoła świata"

Joanna Krężelewska joanna.krezelewska@mediaregionalne.pl
Ks. Boniecki: – Jesteśmy hipokrytami w niektórych sprawach.
Ks. Boniecki: – Jesteśmy hipokrytami w niektórych sprawach. Joanna Krężelewska
Udostępnij:
Ksiądz Adam Boniecki promuje swą najnowszą książkę "Dookoła świata". Spotkanie z czytelnikami w Koszalinie było okazją do zwierzeń. Wyjątkową, bo ksiądz ma zakaz wypowiadania się w mediach.

Miałem współbrata Bogusława, który ścigał się z różnymi sektami w Brazylii na siłę cudów. Chciał udowodnić, że jako ksiądz ma większą moc niż ci... Ci różni czarodzieje. Potem biskup mi się żalił, że Bogusław przyszedł do niego z taką grubą księgą swoich cudów. Wyrzucił go ze swojej diecezji, bo nie mógł już tego znieść.

Ale Boguś był człowiekiem wielkiej wiary i dowodził jej, chodząc do pogan z tymi swoimi cudami. Podśmiewaliśmy się z niego w różnych prowincjach. I w Ameryce jeden z tych podśmiewających jechał z nim w zimie samochodem. Okolica niezbyt zabudowana. Ksiądz podjechał na nieczynną stację. Ale klozet był tam czynny.

Wystarczyło wrzucić monetę. I mówi ten ksiądz-kierowca: "Boguś, chcesz skorzystać? Bo ja muszę do toalety". Boguś odmówił i został w samochodzie. Ale jak już został, to też mu się zachciało i wyszedł. Zatrzasnął samochód, a w środku kluczyki. Wokół pusto, śnieg. Byli skazani na niewiadomo co. I Boguś powiedział: "Spokojnie". On zawsze woził ze sobą wielki obraz Matki Boskiej. "Nie martw się, tu jest Matka Boska i ona zatroszczy się o nas" - powiedział mojemu koledze.

I to jest fakt historyczny. Podjeżdża jakiś inny kierowca skorzystać z toalety. Hmm... W cudzie występuje toaleta już trzeci raz, no ale tak bywa... I widzi tych zaaferowanych księży przy aucie i pyta, co się stało. Jak usłyszał, mówi tak: "Zaraz, zaraz. Moja żona ma taki samochód, a ja mam zapasowe kluczyki przy sobie..." I proszę mi uwierzyć, otworzył im ten samochód. Wtedy ten niewierny współbrat uwierzył, że jednak Boguś działa cuda! Ale nie wiem, co się stało z jego księgą...

O świętych w swoim życiu
Wszyscy mamy wokół siebie takich ludzi, którzy są święci. Są wielkimi przyjaciółmi Boga. Spotkałem wielu takich ludzi. Może to jeden z darów bycia księdzem. To postacie wielkie i znane, i te zupełnie nieznane. W moich myślach towarzyszy mi osoba, której nazwiska nie znam i nie wiem czy znałem. Były takie dwie bliźniaczki.

Przychodziły do Kościoła Św. Anny w Krakowie. Jedna powiedziała mi, że ich mama jest w szpitalu i prosi o ostatnie namaszczenie. Była w szpitalu wojskowym, więc po cywilnemu z Panem Jezusem w kieszeni, pojechałem. Wchodzę. Siedzi sobie taka pani, wcale nie wygląda na umierającą. Była radosna, cudowna spowiedź. Komunia. Namaszczenie. I pytam, bo czasem człowiek zadaje takie głupie pytania: "Proszę pani, pani się nie boi?" I ten uśmiech. Ja go nie zapomnę do końca życia. Uśmiech człowieka szczęśliwego. Powiedziała: "Przecież ja do niego przez całe życie idę. Do Jezusa." Trzeba się bronić przed roztargnieniem i takich ludzi zauważać.

O spotkaniach z Ojcem Świętym
Początek to list biskupów polskich do biskupów niemieckich. Starsze pokolenie pamięta, że wszyscy byli wtedy wściekli na biskupów, bo za co mamy prosić o przebaczenie. Właściwie to był taki jeden moment w historii powojennej, kiedy naród był wściekły na episkopat i na Kościół. Niemal jednomyślnie.

To było głębokie niezrozumienie tego, co się stało, bo dziś się wydarzeniem tym chwalimy. Wojtyła wrócił z Rzymu i rozeszło się pocztą pantoflową, że u świętej Anny, w kościele krakowskim, będzie mówił na ten temat. Kościół był naprany ludźmi. Przybyła śmietanka, uniwersytet, creme de la creme krakowska. Wojtyła wyszedł na ambonę i mówił o tym przebaczeniu... Potem poproszono go na skromną kolację na plebanię. Poszedł, a ja zostałem w zakrystii. I te vipy, te profesory, intelektuały, które przyszły na mszę, gruchnęły na mnie krzycząc: "Co on bredzi? On nic nie rozumie!"

Byli wściekli. To było coś okropnego. Wyrwałem się z tego tłumu i poszedłem na plebanię. Siedzi Wojtyła przy stole, a proboszcz go chwali za kazanie, że takie wspaniałe. A ja krzyknąłem, że wcale nie było wspaniale, że ludzie są wściekli. Dziś wiem, jak człowiek lubi, jak chwalą jego kazania, a jak się czuje, gdy skrytykują... Jak chcesz sobie księdza wrogiem zrobić, to pochwal kazanie innego księdza. No i Wojtyła słuchał, nie bronił się. Ale po jakimś czasie proboszcz zaprosił go, żeby znów wygłosił jakieś kazanie i wtedy Wojtyła odparł: "No nie wiem, znowu ksiądz Adam będzie niezadowolony..." Pamiętał mi to. To są momenta, co się pamięta, choćby się żyło i 200 lat!

O papieskich żartach
Potrafił tak przyciąć człowiekowi... Kiedyś złamałem nogę. Na nartach. I w gipsie chodziłem. Całą nogę mi w ten gips wsadzili. I było spotkanie redakcji tygodnika u Wojtyły. Wchodzę w tym gipsie i o kulach. Ona patrzy na mnie z politowaniem i mówi: "To jest tak, jak ktoś najpierw jeździ, a potem się uczy"!

O wytrwałości
Papież złamał nogę. Przewrócił się w Watykanie. Ja wtedy wróciłem z Ukrainy. Spotkałem tam grupę wspaniałych młodych ludzi, studentów, którzy odkryli wiarę, przyjęli chrzest. Pomagali nam kościół odbudować. Jak kościół pierwszych wieków. Napisali też list do papieża. I ja napisałem, że chętnie mu o wyjeździe opowiem.

Po moim powrocie, papież miał ten wypadek. I dzwoni do mnie Dziwisz. Mówi: "Adaaaś, masz czas dzisiaj do dwunastej? Może być mszę z papieżem odprawił?" No nie wiem, co by się musiało stać, żebym nie miał czasu. Wsiadłem w samochód, jadę do szpitala. Okazało się, że Dziwisz rękę złamał... Odprawiliśmy mszę świętą. Ojciec Święty pierwszy raz po operacji chodził. Było mu bardzo ciężko, taki zmordowany na łóżku siedział.

Dziwisz z tą ręka na temblaku w kącie. I taki szczegół - żegnam się z papieżem po mszy. On taki bidny, połamany i przypomniał sobie, że wróciłem z Ukrainy, i że mu muszę opowiedzieć. On pamiętał, że Boniecki był tam z grupką młodzieży i mimo tego bólu zapytał. To taka lekcja która leczy z egotyzmu księżowskiego. Klasa.

O nauczaniu Jana Pawła II
Czy my znamy nauczanie papieża? Jego poznanie wymaga wysiłku intelektualnego. Mówił: "Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi". To słyszeliśmy 500 razy. Ale czego tak naprawdę nauczał? Jaka była jego doktryna? Tu mamy już luki. Jednak parę rzeczy poza antykoncepcją go interesowało. Nawet ktoś tam obliczył, że sprawy etyki seksualnej to był jakiś promil jego nauczania. Tylko media, oczywiście, jak o seksie, to na pierwszą stronę. Ale on się nie tym przede wszystkim zajmował. To nie był papież od spraw seksualnych.

Od spraw człowieka - owszem. Książka, którą wspólnie z Kasią Kolendą-Zalewską stworzyliśmy, "Rozmowy o encyklikach", to jeden z takich nieudolnych, nie mówię nieudanych, ale nieudolnych wysiłków, by jego naukę przybliżyć. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że naukę rozpisaną na tysiące przemówień syntetyzował w encyklikach. Tu najważniejsze jest opisane. Wielka zmiana to na przykład stosunek do ludzi rozwiedzionych i powtórnie zaślubionych cywilnie. On to wpisał do encykliki, mówiąc że nie są wykluczeni z kościoła, że pan Jezus do nich dociera z łaską. Ja jeszcze jako młody ksiądz miałem powiedziane, że do tych co na kocią łapę, to nie chodzimy po kolędzie. Jakąś my przeszliśmy drogę, no nie?

O Smoleńsku
Nie jesteśmy głupim narodem. Jest jednak element emocji, który bierze górę nad rozumem. To taka epoka - dużo emocji, mało rozumu. Jednak myślę, że wszyscy mają dosyć używania tamtej tragedii, jako broni w rozgrywkach politycznych. Jedynie grupa ludzi, która tym się pasjonuje, nie słucha, nie chce wiedzieć co się dzieje, tylko używa tego, jako amunicji przeciwko wrogom. Natomiast mam nadzieję, że ogół społeczeństwa ma do tego pewien dystans. Mankament naszego środowiska politycznego to brak umiaru w walce z przeciwnikiem politycznym. Jak trupem można kogoś walnąć, to się wali trupem. Kłamstwo? Wszystkie chwyty dozwolone.

Może to dlatego, że my się dopiero uczymy kultury politycznej. To rozbiory, to okupacja. Nie mieliśmy kiedy. A przecież opozycja musi wiedzieć, że jak dojdzie do władzy, to aktualna władza będzie w opozycji i lepiej za sobą wszystkich mostów nie palić. Trzeba zostawić jakieś wspólne przestrzenie.

O Owsiaku
To duża pozytywna ewolucja. On nabrał wiarygodności w tym co robi. Od takiej niechęci, negatywnego stosunku personelu kościoła do niego już daleko odeszliśmy. Przy kościele nie przepędzają tych, co rozdają te serduszka. Ale tak w sumie nie wiem, czy Owsiak by chciał, żeby tak kościół go strasznie popierał. Zrobiłby się jakiś taki... kościółkowy. Niech to będzie tak, jak jest. Odrębne byty.

O zdjęciu z Nergalem
Pięć minut się z nim widziałem. Wymieniliśmy parę uprzejmych zdań. Poprosiłem, żeby mi podpisał książkę, którą mi dał i tyle. Dialog był wokół tego wydarzenia. To było bardzo ciekawe, ilu ludzi pochyliło się z troską nad księdzem Bonieckim, żeby ratować jego duszę, że zadaje się z satanistą i łamie jakieś przepisy kościelne.

Nawet była propozycja, żeby mnie suspendować, czy ekskomunikować.

No nie tak łatwo jest ekskomunikować, jakby się zdawało! (śmiech) Książkę do połowy przeczytałem, bo... takie wrażenie odniosłem, że wystarczy do połowy przeczytać i dalej jest to samo. Jest to szalenie ciekawa książka. Szalenie ciekawa, bo jeśli ktoś tyle mówi godzin o sobie, to jakoś się ujawnia.

Taka autokreacja - każdy tak mówi, żeby jakoś wypaść. To nie spowiedź z całego życia, tylko sprzedaż autoportretu. Widać, że to jest człowiek, dla którego centralną sprawą w życiu jest promocja zespołu, promocja tej jego sztuki, czy jak to nazwać. Są tacy ludzie. Jak się czyta tę książką to te oskarżenia, które lekko się rzuca na Nergala nie są słuszne. Nie jest on święty Stanisław Kostka, to na pewno, ale trzeba mieć umiar, jeżeli się kogoś oskarża. Cieszę się, że ta chwila sympatycznej rozmowy była. Nie oceniam jego, ale po tym wszystkim, co o nim w pobożnej prasie napisano, jego otwarcie na Kościół i chrześcijaństwo się... no nie powiększyło specjalnie...

O spotkaniach z Miłoszem
Ogólnie nie tracę głowy, ale w moim życiu spotkałem kilku ludzi, którzy mnie onieśmielali. Miłosz mnie pytał o coś, a ja byłem pewien, że on wszystkie możliwe odpowiedzi, jakie w historii ludzkości na to pytanie padły, znał doskonale.
Miałem przed sobą wielkość, przed którą nie mogłem być pyszałkiem. Wielkość tego człowieka. Nie wielkość, że ma Nobla, bo widziałem innych noblistów i na mnie takiego wrażenia nie robili, a on tak. Spotykając taką wielkość sobie uświadamia człowiek, gdzie jest jego miejsce. On był ogromną postacią w przeróżnych dziedzinach. Był postacią fascynującą.

O fotoradarach
To niemoralne. Zwalniam przy fotoradarze, a potem... naciskam pedał. Co będę udawał. Tak jest. Bo i tak ktoś może zobaczyć i się rypnie. Człowiek w takich sytuacjach to robi i nie myśli. To że przekroczył, ryzykował swoje i cudze życie, to nas nie martwi, bo się udało. Dopiero jak mandat dostanie, jak złapią, to trzy dni jest chory. Jesteśmy tak okropnymi hipokrytami w niektórych sprawach...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie