Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Z soboty na niedzielę zmieniamy czas

Michał Elmerych
Michał Elmerych
Zdjęcie ilustracyjne
Ten armagedon zgotowali nam Niemcy. Chociaż wymyślili Amerykanie, a propagował Brytyjczyk. Ponad sto lat temu pierwszy raz na świecie zmieniono czas. Tak jak teraz z zimowego na letni. Tylko czy teraz po ponad wieku, ta procedura ma jeszcze sens?

- Na tamten czas to jest dopiero ósma – zwykł mawiać o dziewiątej. Albo: - To byłaby już ósma – mówił o siódmej. Kto? To nie ma znaczenia, bo każdy z nas przynajmniej raz słyszał taki tekst. Są nawet tacy, którzy nie przestawiają mechanicznych zegarków i przez pół roku ćwiczą się z matematyki – dodając lub odejmując godzinę. Przez pierwszych kilka dni chodzimy skołowani, podrażnieni i jacyś tacy jesteśmy nie w czasie. Czy warto więc przesuwać zegarki? Okazuje się, że to nie jest wcale takie proste. Bo mierzenie czasu oddaliśmy w wielu przypadkach elektronice.

Ale po kolei.

- Przyjęcie jednego czasu przez cały rok pozwala na uniknięcie dyskomfortu i ewentualnych negatywnych konsekwencji związanych ze zmianą czasu w momencie jej dokonania i bezpośrednim okresie po jej dokonaniu - podkreśla dr Albin Czubla z z Zakładu Czasu i Długości, Laboratorium Czasu i Częstotliwości Głównego Urzędu Miar. - Ale przyjęcie jednego czasu oznacza też rezygnację z zalet okresowego stosowania drugiego czasu i przyjęcia wad stosowania jednego czasu przez cały rok – dodaje.

Negatywne konsekwencje, o jakich mówi naukowiec, to przede wszystkim zaburzenia naszego zdrowia. Jak wynika z analiz, w okresie po zmianie czasu spada nasza koncentracja, zwiększa się ryzyko zawałów i udarów mózgu. Pojawiać się mogą stany depresyjne. Czasu na takie obserwacje było aż nadto. Po raz pierwszy bowiem wprowadzono w Polsce stałą zmianę czasu w roku 1977, czyli 47 lat temu. Już wówczas przy przejściu z czasu środkowoeuropejskiego na wschodnioeuropejski (tak to wówczas określano) wyczytać w prasie było można o plusach, ale i minusach tego faktu: „w związku z wprowadzeniem czasu wschodnioeuropejskiego utraciliśmy bezpośrednie połączenie kolejowe z Pragą. Od jutra przestaje kursować wagon z miejscami objętymi rezerwacją, zaś od dziś wagon sypialny. Należność za wykupione bilety do Pragi zwracają kasy PKP i Orbisu bez żadnych potrąceń”. Od początku więc kontrowersje.

Naukowcy z Głównego Urzędu Miar w Warszawie zajmują się tą problematyką od samego początku. Ich zdaniem każda z opcji związanych z zimowym i letnim czasem ma swoje wady i zalety.

Albin Czubla jako zalety czasu zimowego przywołuje na przykład lepsze dopasowanie do przyjętego kulturowo w Polsce harmonogramu dnia (typowe godziny otwarcia zakładów pracy, instytucji publicznych, szkół, przedszkoli), skrócenie ciemnych poranków zimą (a to szalenie ważne dla osób, które pracują na świeżym powietrzu, dla dzieci, które chodzą do szkoły, ale też dla bezpieczeństwa na drogach - w tym pieszych i rowerzystów). Jednym zdaniem godziny są bardziej dopasowane do naturalnego światła w okresie od jesieni do wiosny.

Są jednak i wady.

- To krótsze popołudnia i brak wszelkich korzyści płynących z możliwości wykorzystania dodatkowej godziny naturalnego światła - mówi dr Maciej Gruszczyński, Kierownik Laboratorium Nowych Technologii Czasu i Długości Głównego Urzędu Miar.

Skoro więc zimowy jest be. To może letni?

- Zalety czasu letniego to jasny poranek, dłuższe popołudnia z naturalnym światłem w okresie od wiosny do jesieni i wszystkie korzyści płynące z możliwości wykorzystania dodatkowej godziny naturalnego światła: rekreacja, wypoczynek, turystyka, kultura, gastronomia, hotelarstwo, handel, wynajem, bezpieczeństwo na drogach... - wymienia dr Maciej Gruszczyński. Ale...

- Czas letni ma też swoje wady - kontruje Czubla. - To ciemne poranki w okresie zimowym i gorsze dopasowanie do okresu naturalnego światła.

I w końcu argument ostateczny.

- Mamy narzuconą z dnia na dzień, tę zmianę czasu, a nie jest to płynne przejście tak jak w przypadku pór roku. Tam wszystko dzieje się minuta po minucie czy po dwie minuty. Cała godzina to jest coś, co na pewno osoby o słabszym stanie zegara biologicznego będą odczuwały, czyli wszystkie te, które mają jakiekolwiek zaburzenia. Ze szczególnym uwzględnieniem bezsenności. I to nie ma znaczenia czy idziemy naprzód, czy cofamy wskazówki. To jest przestrojenie zegara. To tak jakby przyhamować pewne procesy biologiczne lub przyspieszać je na siłę – mówił kilka lat temu w audycji nomen omen „Zanim Zaśniesz” w Polskim Radiu Szczecin doktor Wojciech Jernajczyk specjalista psychiatrii i neurofizjologii z zakładu neurofizjologii klinicznej i ośrodka medycyny snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Tyle lekarz. Tyle przyroda. Inną sprawą jest technika.

Naukowcy podkreślają, że z technicznego punktu widzenia, czas przecież jest wielkością umowną. Zwracają tylko uwagę na wypracowaną od lat normę, która zakłada istnienie czasu letniego i zimowego.

- I odejście od tego nie jest neutralne przede wszystkim dla urządzeń, które działają w oparciu o algorytmy zakładające czas zimowy i letni - mówi Gruszczyński i wymienia możliwe i poważne zakłócenia w niektórych branżach np. w bankowości, lotnictwie, IT. - Trudno nawet wymienić wszystkie branże i urządzenia, w których znaczenie ma wbudowany zegar. Technicznie więc proces odejścia od zmian czasu powodowałby konieczność przeprogramowania tych urządzeń, a to pociąga za sobą oczywiste koszty, a rachunek ekonomiczny takiego procesu jest trudny do oszacowania.

Czyli jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A że decyzja jest trudna, to nawet Unia Europejska nie podejmie jej sama. Sześć lat temu zorganizowane zostały konsultacje. Po których Bruksela wydała komunikat: „W ramach trwających od 4 lipca do 16 sierpnia 2018 r. konsultacji internetowych wpłynęło 4,6 mln odpowiedzi od respondentów ze wszystkich 28 państw członkowskich. Jest to największa liczba odpowiedzi uzyskanych w historii konsultacji publicznych Komisji. Wstępne wyniki wskazują, że 84 proc. respondentów opowiada się za zlikwidowaniem przeprowadzanej co pół roku zmiany czasu”

84 proc. mieszkańców Europy nie chce zmiany czasu. Wiadomo to już od sześciu lat. W efekcie tego z soboty na niedzielę znowu przesuniemy zegarki o godzinę do przodu. Zrobimy dokładnie to samo co obywatele II Rzeszy 30 kwietnia 1916 roku. Jednak to nie oni wymyślili zmianę czasu. Jako pierwszy na ten pomysł wpadł Amerykanin Benjamin Franklin. Ten sam, który uważany jest za wynalazcę piorunochronu i ten sam, który jest współtwórcą amerykański konstytucji i deklaracji niepodległości. Zauważył on, że gdyby ludzie wstawali i kładli się spać wcześniej, gospodarka wiele by na tym zyskała. Tym tropem poszedł później Brytyjczyk. William Willett był tak przekonany co do genialności swojej propozycji, że za własne pieniądze opublikował broszurkę „Straty światła dziennego”. Wyliczył w niej, że gdyby w okresie letnim przestawić zegary o 80 minut, można by było zaoszczędzić na oświetleniu 2,5 miliona funtów.

Aha, zegarki przesuwamy z drugiej na trzecią. Elektroniczne przestawią się same.

(współpraca: Skarul, Stefanowski, Szymańczyk)

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

O prawie do aborcji w Sejmie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza