MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rośnie liczba kradzieży w sklepach. Złodzieje nie gardzą nawet drobnymi łupami

Wojciech Lesner
Wojciech Lesner
Rajmund Wełnic
Rajmund Wełnic
W sklepach najczęściej kradzione są takie artykuły, które można schować do kieszeni lub pod kurtkę.
W sklepach najczęściej kradzione są takie artykuły, które można schować do kieszeni lub pod kurtkę. Piotr Krzyżanowski/Polska Press
Policyjne statystyki nie pozostawiają złudzeń. Kradzieże w sklepach to problem, który z roku na rok przybiera na sile. Z procederem zmagają się nie tylko wielkie sieci handlowe, ale i małe punkty. Ze sklepowych półek znikają nawet produkty warte kilka złotych.

Ani spacerujący po markecie pracownicy ochrony, ani kamery monitoringu nie są w stanie zapobiec poczynaniom złodziei. W kieszeniach ich kurtek, płaszczy i torebek ląduje dosłownie wszystko: od batoników, przez puszki z napojami, po pasty do zębów.

Jeszcze do października ubiegłego roku kradzież towaru powyżej 500 złotych mogła skończyć się karą do 5 lat pozbawienia wolności. Jednak gdy wartość asortymentu nie przekraczała tej kwoty, czyn klasyfikowany był jako wykroczenie, za które groziła głównie grzywna. Te przepisy się zmieniły. Od października 2023 roku wykroczeniem jest kradzież do kwoty 800 zł, natomiast powyżej tej sumy - przestępstwem.

Ale kradzieże „sumują się” i sąd może zakwalifikować kilka występków jako przestępstwo. Wysoką karą - nawet do ośmiu lat więzienia - może skończyć się również próba oszustwa na kasie samoobsługowej.

Według danych Komendy Głównej Policji w 2023 roku w sklepach stwierdzono ponad 278 tys. wykroczeń kradzieży. To wzrost w stosunku do 2022 roku o 17 procent (wtedy było ich 238 tys.). Liczba przestępstw, których dopuścili się sklepowi złodzieje, również wzrosła. W ubiegłym roku było ich 40 tysięcy, w 2022 roku - 33 tys. Najczęściej suma skradzionych towarów w przestępstwach osiągała 600 zł (tak było 579 razy), 520 zł (507 przypadków) i 550 zł (391).

Liczby nie oddają jednak pełnej skali procederu, nie o wszystkich przypadkach kradzieży bowiem informowana była policja.

- Kradzieże to prawdziwa plaga. Giną pojedyncze, ale drogie produkty. Mały kosmetyk łatwo wynieść ze sklepu. Złodzieje już nawet nie kryją się ze swoimi zamiarami. Zdarzało się, że jakiś człowiek wchodził do sklepu, brał produkt, który wcześniej sobie upatrzył i wybiegał - wspomina pani Paulina, która pracuje w sklepie z kosmetykami w centrum Słupska.

Z kolei w dyskontach trudno o towary wartościowe, dlatego w kieszeniach i torbach złodziei lądują produkty spożywcze. Z relacji pracowników wynika, że kradnie nawet młodzież - zazwyczaj batony i energetyki. W większych miastach grasują też zorganizowane szajki, które mają wypracowane metody kradzieży.

- Na zmianie najczęściej jestem sama. Nawet gdy pomaga mi koleżanka, to trudno objąć wszystko wzrokiem. Pracujemy w sklepie samoobsługowym, z potokiem klientów zmagamy się codziennie. Jestem przeczulona na podejrzane zachowania ludzi, ale nie chcę im patrzeć przez ramię. Na gorącym uczynku złapałam kogoś tylko raz. Ale tych kradzieży jest znacznie więcej, wszystko wychodzi na jaw podczas inwentaryzacji - mówi ekspedientka jednego ze słupskich sklepów spożywczych.

- Dobrze znamy miejscowych złodziejaszków i zwracamy na nich uwagę, gdy tylko się pojawią w sklepie - mówi pani Katarzyna z jednego ze szczecineckich sklepów sieciowych. - Gorzej z przyjezdnymi, tu czasami o tym, że coś zniknęło, orientujemy się dopiero wtedy, gdy zauważymy puste miejsce na półce. Przeglądamy wówczas nagrania z monitoringu. Zawiadamiamy policję, choć czasami bywa to uciążliwe, bo trzeba składać zeznania i jeździć na komendę. A wielu złodziei często i tak pojawia się znowu.

Nie każdy sklepowy złodziej to zaprawiony w boju zawodowiec. Lwia część kradzieży to dzieło amatorów i desperatów. Pewien 28-letni mieszkaniec Lęborka w jednym z supermarketów pokusił się o „zwinięcie” ze sklepowej półki… proszku do prania i kartonu słodyczy o łącznej wartości 160 zł. Sprzedaż łupów miała pomóc mu spłacić długi. Jego plany szybko pokrzyżowała policja. Podobnie jak zakusy dwóch braci z Kościerzyny, którzy chcieli spieniężyć 21 ukradzionych paczek kawy.

- Drobne kradzieże są, niestety, na porządku dziennym, niemal każdego dnia otrzymujemy takie zgłoszenie - mówi aspirant Karolina Żych, rzeczniczka prasowa komendy policji w Drawsku Pomorskim. - Z uwagi na wartość skradzionych przedmiotów - do 800 zł, kradzieże dzielą się na wykroczenia i przestępstwa. Ale i w tym pierwszym wypadku może się ona skończyć, i to czasami się dzieje, skierowaniem wniosku do sądu. Przy wykroczeniach stosujemy także mandaty i pouczenia.

Sklepy walczą

Z marketów budowlanych znikają drogie narzędzia, w sklepach odzieżowych masowo giną bluzki i akcesoria. Z kradzieżami zmagają się też elektromarkety. Choć najdroższych produktów strzegą systemy zabezpieczeń i fizyczne bariery w postaci szklanych gablot, to drobny asortyment jest na wyciągnięcie (lepkiej) ręki.

- Ginie tak zwana drobizna - coś małego, co można wyciągnąć szybko z pudełka - np. tusze do drukarek albo filtry do ekspresów. Większych kradzieży nie ma. Kiedyś tylko ktoś „zakosił” dwa iPhony i uciekł - wspomina pan Kamil, który pracuje w jednym z zachodniopomorskich elektromarketów.

Niestety, żadna metoda walki ze złodziejami nie jest w stu procentach skuteczna. Wiele sklepów wyposaża się w kamery monitoringu. Pomagają nie tylko w ewentualnym ustaleniu wizerunku sprawcy kradzieży, ale stanowią też swojego rodzaju „straszak” hamując zapędy szemranych klientów. Wielkie sieci handlowe mogą dodatkowo pozwolić sobie na zatrudnienie pracowników ochrony. Odsetek osób przyłapanych na gorącym uczynku jest jednak mały.

Najwięksi sprzedawcy ochoczo chwalą się stosowanymi metodami walki z plagą kradzieży, niechętnie jednak podają jakiekolwiek dane czy statystyki.

- Jako jedna z największych sieci handlowych w Polsce opracowaliśmy odpowiednie procedury postępowania na wypadek tego typu incydentów, m.in. posiadamy system monitoringu, współpracujemy z ochroną oraz korzystamy z dodatkowych zabezpieczeń danych grup produktowych. Stale udoskonalamy nasze kasy samoobsługowe. Jednym z takich rozwiązań jest obecność asystenta kas, którego zadaniem jest nie tylko pomoc klientom w obsłudze, ale także weryfikacja skanowanych towarów. W kwestii konkretnych produktów będących podmiotem kradzieży prosimy o wyrozumiałość, ale nie udostępniamy takich informacji. Zapewniamy jednak, że dokładamy starań, aby maksymalnie ograniczać skalę tego zjawiska - przekazało nam biuro prasowe Kaufland Polska.

- Podejmujemy liczne - i skuteczne - działania, mające na celu ochronę naszego mienia i zapewnienie bezpieczeństwa klientom oraz pracownikom. Instalujemy w naszych obiektach monitoring. Poza tym współpracujemy z profesjonalnymi firmami ochroniarskimi. Szkolimy naszych pracowników na wypadek różnych nieprzewidzianych zdarzeń, aby bez względu na sytuację reagowali właściwie. W sklepach korzystamy ze specjalnych bramek wyjściowych w strefie kas samoobsługowych, otwierających się po zeskanowaniu paragonu. Wykorzystywane przez Lidl Polska systemy ochronne służą bezpieczeństwu osobowemu oraz towarowemu. Stosujemy nowoczesne technologie, które jednocześnie nie wchodzą w interakcję z przestrzenią osobistą naszych pracowników oraz klientów. Ze względu na wspominane zabezpieczenia, kradzieże w naszych sklepach mają charakter incydentalny - odpowiada nam biuro prasowe Lidla.

Beznadziejna sytuacja

Kradzieże w sklepach przyczyniają się nie tylko do ogromnych strat, ale odbijają się także na zdrowiu pracowników. Eksperci rynku handlowego alarmują, że proceder przybiera na sile i należy go jak najszybciej zahamować. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie przygotowała pismo skierowane do ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. Domaga się w nim, by resort w trybie pilnym zajął się sprawą zmniejszenia kwoty finansowej, która kwalifikuje kradzież sklepową jako wykroczenie. Zmiana prawa miałaby powstrzymać rosnącą falę kradzieży i pomóc całej branży.

- Statystyki pokazują, że miniony rok był rekordowym, jeżeli chodzi o kradzieże sklepowe. To miliony złotych strat dla sektora handlu i trudne do ocenienia straty wynikające z ogromnego stresu pracowników handlu. Czas to zmienić - mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. - Kradzieże w sklepach to plaga. Mamy w Północnej Izbie Gospodarczej przedstawicieli targowisk czy małych sklepów. Mówią oni wprost, że wysoka inflacja sprawiła, że ludzie po prostu więcej kradną. To jest przestępstwo, przedsiębiorcy muszą mieć możliwość obrony, a przepisy nie zmierzają w stronę niwelowania oszustw tylko przeciwnie. Apelujemy do Ministra Sprawiedliwości, by przywrócić karanie kradzieży od poziomu 500 złotych.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Dzień Matki. Jak kobiety radzą sobie na rynku pracy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza