Schron na Pomorzu od środka! Zajrzeliśmy w miejsce, gdzie w razie poważnego zagrożenia przeniósłby się sztab antykryzysowy

Anna Szade
Anna Szade

Wideo

Zobacz galerię (40 zdjęć)
Jak w środku wygląda schron? Zostaliśmy wpuszczeni do pomieszczeń, które w razie sytuacji kryzysowej służyć mogą za miejskie centrum zarządzania, w którym zapadałyby najważniejsze decyzje dla bezpieczeństwa publicznego.

Nie możemy ujawnić, gdzie dokładnie w Malborku znajduje się schron, do którego weszliśmy. Jest to jednak najważniejsze miejsce, w którym w razie potrzeby może nieprzerwanie pracować miejski zespół zarządzania kryzysowego powoływany przez burmistrza na wypadek wystąpienia nadzwyczajnej sytuacji.

Skąd wziął się schron w Malborku? Zbudowali go Niemcy na początku XX wieku

Wejście do schronu jest tak usytuowane, by władzom miasta łatwo było tam dotrzeć. Powstał na początku XX wieku, gdy budowany był obiekt służący do dzisiaj jako magistrat. Jego zadaniem jest nie tyle zapewnienie bezpieczeństwa urzędnikom, którzy mogliby szukać schronienia, ale raczej bezpiecznego pełnienia funkcji publicznych w trosce o mieszkańców w razie nieprzewidzianych zdarzeń.

Przez ostatnie dziesięciolecia niewiele się tu działo. Jak mówią urzędnicy, był to raczej magazyn rzeczy niepotrzebnych.

Może był wykorzystywany podczas ćwiczeń. Ale nie było aż takiego kryzysu, by organizować tu posiedzenia sztabu antykryzysowego – mówi Marek Charzewski, burmistrz Malborka.

Jak wygląda schron od środka? Wyposażenie jest minimalistyczne

O dziwo, w środku w ogóle nie czuć, że wchodzimy do piwnicy. Nie ma wilgoci, pleśni i charakterystycznego zatęchłego powietrza. Tuż za metalowymi wrotami znajduje się mały korytarz.
- Drzwi są zamykane od zewnątrz i od środka. A to pierwsze pomieszczenie to jednocześnie strefa do dezynfekcji, bo z różnych powodów można się w schronie znaleźć – tłumaczy Grzegorz Kłak, inspektor ds. zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej i spraw obronnych w Urzędzie Miasta Malborka.

Meble i wyposażenie są raczej surowe. Aparat telefoniczny ma jeszcze tarczę do wybierania numerów. Wszyscy ci, którzy znają tylko smartfony z „dotykiem”, potraktują ten egzemplarz jak antyk z muzeum techniki.
- Telefon ma przede wszystkim spełniać swoje podstawowe zadanie. Numer jest wyłącznie na potrzeby „W” i nie ma go w żadnej ewidencji – wyjaśnia Grzegorz Kłak.

Ale to nie znaczy, że czas się w schronie zatrzymał, bo komputer z dostępem do internetu też jest gotowy do pracy.

Schron nie ma okien. Jest mechanizm wymiany powietrza

Schron jest przeznaczony dla maksymalnie 30 osób. Tak został zaprojektowany i dla takiej grupy spełnia wymogi bezpieczeństwa. W szafie jest zapas kasków, maseczek, śpiwory, bo na stanie są również łóżka polowe.
- Dzięki możliwości wymiany powietrza można tu wytrzymać bardzo długo – informuje Grzegorz Kłak.

W jednym z pokoi znajduje się wiekowe wyposażenie.

Te urządzenia, które są dobre i skuteczne, zostały. Jak to, które służy do wymiany powietrza w całym schronie. Jest zasilane prądem, ale można również obsłużyć je ręcznie, gdyby nie było energii. A w razie czego mamy agregat prądotwórczy – prezentuje go Grzegorz Kłak.

Niezbyt skomplikowana maszyneria na korbę pobiera powietrze z dworu, filtruje je poprzez filtry węglowe i rozprowadza po pomieszczeniach. Co ciekawe, gdyby doszło do skażenia powietrza w schronie, cały system zadziała odwrotnie, czyli wypompuje wszystko na zewnątrz.

Podziemne centrum dowodzenia. Wyobrażenia kontra rzeczywistość

Stanowisko kierowania to serce schronu. To tu w razie potrzeby prowadziłby tajne obrady cały skład sztabu antykryzysowego. Centralnym punktem jest wielki stół, przy którym odbywałyby się narady. Nie ma tam żadnych luksusów, jeśli nie liczyć miękkiej kanapy.
Na ścianie wiszą najważniejsze informacje i instrukcje. To część niedostępna dla niepowołanych oczu, dlatego jedna z tablic jest przesłonięta firanką, bo znajdują się tam informacje niejawne.

Całkiem jawny jest za to jadłospis. Nie będzie go jednak przygotowywał kucharz na miejscu. Kto musiałby przebywać w schronie, otrzyma swoją całodzienną rację żywnościową. To niewielki pakunek, w którym znajdują się trzy posiłki. Menu niezbyt urozmaicone, bo pierwsza porcja to pasztet wieprzowy, fasola po bretońsku, miód pszczeli, koncentrat napoju herbacianego instant o smaku cytrynowym i chrupkie pieczywo.
Drugi posiłek to karkówka w sosie z warzywami, suchary, herbata instant o smaku malinowym i liofilizowane owoce na deser. Na kolację znów konserwa z chrupkim pieczywem, dżemem truskawkowym i cytrynową herbatką.
Dodatkowo w paczce jest także m.in. ekstrakt kawy naturalnej, cukier, cukierki z witaminą C i drugie kawowe. Jest też guma do żucia, gorzka czekolada i baton zbożowo-owocowy.

Mapa zarządzania kryzysowego. Kropki czarne i czerwone

Czarne punkty na mapie zarządzania kryzysowego oznaczają inne publiczne schrony, które są użytkowane przez innych właścicieli. Część jest w miejskich obiektach, choćby w szkole, ale też w niepublicznych budowlach. Wnętrza widać na niektórych zdjęciach, które prezentował Grzegorz Kłak. Wśród nich jest schron przeciwatomowy utrzymywany cały czas w stanie gotowości.

We wszystkich schronach zmieści się ponad 800 osób. Dla kogo są przeznaczone?

W kryzysowej sytuacji burmistrz dostaje wytyczne od wojewody i na tej podstawie skieruje zagrożone osoby do schronów – wyjaśnia Grzegorz Kłak.

Reszta nie byłaby pozostawiona na pastwę losu. W razie zagrożenia za schronienia służyć mogą piwnice w budynkach wielorodzinnych, kościoły czy zakłady pracy.
- Są też inne budowle ochronne, które nie są w naszej jurysdykcji – mówi Grzegorz Kłak.

Czerwone kropki na mapie to syreny alarmowe, których zadaniem jest ostrzeganie mieszkańców nie tylko przed zagrożeniami podczas konfliktu zbrojnego, ale też o niebezpieczeństwach w czasie pokoju: klęskach żywiołowych, skażeniu terenu, ataku terrorystycznym i czymkolwiek, przed czym ludzie powinni się bronić.
Ogłoszenie alarmu to modulowany dźwięk syren w okresie trzech minut oraz powtarzana trzykrotnie zapowiedź słowna: „Uwaga! Uwaga! Uwaga! ogłaszam alarm”, do tego podawana jest przyczyna i rodzaj alarmu.

Zawsze jest jakieś wyjście awaryjne

Przegląd atrakcji w schronie kończą niewielkie metalowe drzwi.
- To wyjście awaryjne, za którym znajduje się drabina, po której wychodzi się na zewnątrz budynku - pokazuje Grzegorz Kłak.
Nie mogliśmy tam zajrzeć. Jest ukryte przed przypadkowym wzrokiem...

Materiał oryginalny: Schron na Pomorzu od środka! Zajrzeliśmy w miejsce, gdzie w razie poważnego zagrożenia przeniósłby się sztab antykryzysowy - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie