reklama

Słupsk. Stres i panika, czyli egzamin na prawo jazdy

Tomasz KosiecZaktualizowano 
Maciej Dwulit podchodzi do egzaminu na kat. C. &#8211; Trochę stresu jest, ale jakoś to będzie &#8211; mówi. <br>
Maciej Dwulit podchodzi do egzaminu na kat. C. – Trochę stresu jest, ale jakoś to będzie – mówi. Fot. Kamil Nagórek
Kursantów od zostania kierowcami dzieli egzamin teoretyczny, plac manewrowy oraz budząca grozę jazda po ulicach. Wczoraj przekonaliśmy się, jak wygląda egzamin.

Poczekalnia Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Słupsku jest wypełniona oczekującymi na egzamin. Nerwowo odliczają minuty dzielące ich od spotkania z egzaminatorem. - Czekanie jest najgorsze - mówi Stefania Perlak, która podchodzi do egzaminu. - Człowiek potem wsiada do samochodu i panikuje. Wie, że jest kamerowany. To przez to można niepoprawnie wykonać nawet najprostsze manewry.

Przed wyruszeniem na egzamin praktyczny każdy kandydat na kierowcę zdaje test teoretyczny. W ciągu 25 minut musi odpowiedzieć na 18 pytań wielokrotnego wyboru. Może zrobić dwa błędy. - Jeśli człowiek się przyłoży i będzie ćwiczył w domu, nie powinien mieć z tym problemów - mówi Agnieszka Orzechowska, która teorię zdała za pierwszym razem. - Wyjazd na miasto jednak stresuje. Odpowiada się w końcu za bezpieczeństwo innych ludzi na drodze! Do egzaminu podchodzę już trzeci raz.

Najwięcej osób kończy egzamin praktyczny już na placu manewrowym. Problem sprawia im zazwyczaj jazda po łuku, gdzie wymagana jest precyzja. Wystarczy jedno uderzenie w pachołek lub przejechanie linii, aby oblać egzmin. Wtedy kandydat nie ma nawet okazji wyjechać poza teren ośrodka.

Wachlarz błędów, przez które kandydaci oblewają jazdę na mieście, jest ogromny - informuje Henryk Grządzielski, zastępca dyrektora WORD w Słupsku. - Stres sprawia, że jadą złym pasem na drodze dwukierunkowej. Często nie patrzą na znaki, przez co nie zdają sobie sprawy, że wjeżdżają na drogę jednokierunkową.

Kamil Okuniewski, którego spotkaliśmy w WORD-dzie, nie miał żadnych problemów z egzminem teoretycznym. Świetnie poradził sobie z manewrami na placu. Nie uzyskał jednak upragnionego prawa jazdy. - Wymusiłem pierwszeństwo na drodze - tłumaczy. - Nie stresuję się jednak, zawsze można spróbować ponownie.

Mówi się, że liczba osób zdających za pierwszym razem jest mała. Tymczasem na sto osób podchodzących do egzaminu po raz pierwszy, aż 30 zdaje.

Oprócz wiedzy zdobytej podczas nauki jazdy potrzebna jest również wytrwałość. Niektórym udaje się dopiero za trzecim razem, inni potrzebują dziesięciu prób. Rekordzistką pozostaje jednak Koreanka Cha Sa-soon, która podchodziła do egzaminu na prawo jazdy... 775 razy.

Raport o szkołach jazdy już w sobotę w "Głosie Pomorza"

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 56

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2010-02-27T22:02:54 01:00, baba za kierownica :p:

Zdalam egzamin za trzecim razem i o dziwo za pomyslnym podejsciem mialam "przyjemnosc" poznac pana Osinskiego . We wczesniejszych trafilam na bardzo fajnych egzaminatorow (niestety nie pamietam nazwisk), ale przez glupote (szczegolnie drugi) zmarnowalam moje szanse. To za pierwszym najbardziej sie stresowalam... Czekanie w osrodku na egzamin jest rownie stresujace jak sama jazda.

Ale opowiem o trzecim.

Dopiero po dwoch godzinach wyswietlilo sie moje nazwisko i poszlam do samochodu. Egzaminator przedstawil sie i ogarnal mnie lek.. bylam przerazona i przekonana o kolejnym oblanym egzaminie... Plac poszedl pomyslnie, ale juz na poczatku Pan O. dal mi sie we znaki. Na miescie to dopiero byly krzyki ale jak teraz pomysle to mial prawo denerwowac sie (choc mogl byc "troche" lagodniejszy ), przejechalam przez ciagla linie i znaku nie zauwazylam.. Trudno uwierzyc, ale nie moglam sie doczekac kiedy mnie obleje i tylko czekalam az kaze mi zawracac badz przejsc na miejsce pasazera. Pamietam jeszcze tekst Pana O.: "ty jedziesz czy sie czolgasz?!!!!!!!!" i mialam wtedy ochote tak przyspieszyc, ale na szczescie ograniczylam sie do 50-tki . Podczas tego egzaminu bylam strasznie zdenerwowana, psycha mi wysiadala. Gdy juz wrocilismy wypominal mi moje bledy, ale w koncu napisal pozytywny. Bylam wtedy w szoku.

Pomimo wszystko uwazam ze Pan Osinski jest bardzo madrym i w porzadku facetem, choc dokopal mi niezle. Jednak nikomu nie zycze, aby na Niego natrafil . Prawo jazdy mam od kilku miesiecy, wszyscy zyja . I to teraz, gdy sama wzielam odpowiedzialnosc za siebie i innych uczestnikow ruchu jezdze o wiele lepiej.

To chyba już normalne że Pan Osiński tak reaguje na wolniejszą jazdę ale bo sama wczoraj jechałam z nim i zdałam za pierwszym razem. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy typu "patrzy Pani gdzie jesy samochód przed nami a gdzie my", "tutaj można jechać 50" itd. W pewnym momencie chciałam sama zrobić błąd żeby go już nie słuchać i wrócić z powrotem do WORD-u. Na szczęście powstrzymałam się i jechałam dalej, po godzinie jazdy zjechalismy z miasta i otrzymałam karteczkę z wynikiem pozytywnym ale jak później się dowiedziałam że jechałam z postrachem kandydatów na prawo jazdy to się zdziwiłam że odrazu zdałam. Podsumowując nie ma co się stresować bo napewno na dobre to nie wyjdzie.

g
g
W dniu 01.04.2019 o 22:03, Marek napisał:

A ja mam czterdzieści lat i nie mam prawa jazdy i w związku z tym mam pytanie czy mam jakieś szanse u kobiet ?

 


Jesli masz duzo kasy to tak, zatrudnisz szofera

M
Marek

A ja mam czterdzieści lat i nie mam prawa jazdy i w związku z tym mam pytanie czy mam jakieś szanse u kobiet ?

G
Gość

Zdałem za 1 razem u Pana Tomaszewskiego. W porównaniu do piekła którego zaznałem z instruktorem czułem się jakbym jechał z dobrym kolegą. Rozpuścił mi stres w 5 minut, dzięki czemu mogłem się skupić w 100% na jeździe. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, normalnie jak nie w Polsce!

A
Anonim

Nie zgadzam się kompletnie co do pozytywnych słów na temat Osinskiego. Uważam, iż jest nastawiony na "oblewanie"... Wmawianie przez cały egzamin, że jedzie za mną srebrny samochód i to musi być ktoś ode mnie jest moim zdaniem nieprofesjonalne. Szczególne, kiedy kończy egzamin słowami: "Wpisałem tu negatywny i tyle" :)

G
Gość

ja tez wczoraj zdałam u pana Osińskiego. Dokładnie tak samo wygladał przebieg egzaminu - bład blad bład ten samochod sie toczy czy jedzie, czemu ciagle na sprzegle, a 50tki to pani nie zna... tu mozna jechac 50tka wszyscy sa juz daleko przed nami a my sie wleczemy itd itp... fajny gosciu.... ja sie nie przejmowałam.. w polowie jazdy juz mi zakomunikował ze wynik bedzie negatywny najprawdopodobniej a ja nic nie tracilam newrow i sobie pomyslalam: To ja panu pokaze ze w stresie tez sie umiem skupic i jeszcze lepiej jechałam. Gosciu mnie z powrotem do miasta wział znowu testował, jechałam bardzo dlugo z nim... bledów powaznych nie popelniłam. ale co sie nasluchałam.... nie tylko podczas egz ale tez i po.. SŁynny jego WYKŁAD juz pod wiatą.. i to jak przezywa te moje błędy... facet wida ctym zyje i naprawde sie martwi o sytuacje na polskich drogach. POlecam pana Osinskiego..... to lepsze niz mily sympatyczny a i tak cie usadzi... Jesli pan egzaminator Osiński to czyta (a załoze sie ze z ciekawosci zaglada szukaja c opinii o sobie) - to powiem tak: Panie Osiński Dziękuję i pozdrawiam. Oby więcej takich fajnych egzaminatorów w POlsce!!!
- świeżo upieczony kierowca z Lęborka

P
Parabellum
W dniu 06.08.2009 o 21:08, Gość napisał:

BARANIE!!! Twoje miejsce jest na wsi, w zamkniętej oborze! Bo po Twoich wypowiedziach nic innego wywnioskować nie można. Dla Twojej wiadomości - więcej facetów niż kobiet powoduje wypadki. Myślą, że są "panami szos" i "mistrzami kierownicy". A swoimi obsrańcami zajmuj się sam skoro masz problemy z załatwianiem się do toalety!


Obiektywnie rzecz biorąc... to że faceci powodują częściej wypadki, nie może być argumentem. A przeliczyłaś ilu kierowców to faceci, a ile to kobity? Ciężko by było, aby kobiety częściej doprowadzały do takich rzeczy skoro ich tyle nie ma.. ale to patrząc realnie. A gdyby tak obliczyć ile kobiet na ile powoduje kolizje/wypadki i podstawić do liczby kierowców samców.. wyszłoby Ci że nasze ulice byłyby wiecznie nieprzejezdne.
b
baba za kierownica :p

Zdalam egzamin za trzecim razem i o dziwo za pomyslnym podejsciem mialam "przyjemnosc" poznac pana Osinskiego . We wczesniejszych trafilam na bardzo fajnych egzaminatorow (niestety nie pamietam nazwisk), ale przez glupote (szczegolnie drugi) zmarnowalam moje szanse. To za pierwszym najbardziej sie stresowalam... Czekanie w osrodku na egzamin jest rownie stresujace jak sama jazda.
Ale opowiem o trzecim.
Dopiero po dwoch godzinach wyswietlilo sie moje nazwisko i poszlam do samochodu. Egzaminator przedstawil sie i ogarnal mnie lek.. bylam przerazona i przekonana o kolejnym oblanym egzaminie... Plac poszedl pomyslnie, ale juz na poczatku Pan O. dal mi sie we znaki. Na miescie to dopiero byly krzyki ale jak teraz pomysle to mial prawo denerwowac sie (choc mogl byc "troche" lagodniejszy ), przejechalam przez ciagla linie i znaku nie zauwazylam.. Trudno uwierzyc, ale nie moglam sie doczekac kiedy mnie obleje i tylko czekalam az kaze mi zawracac badz przejsc na miejsce pasazera. Pamietam jeszcze tekst Pana O.: "ty jedziesz czy sie czolgasz?!!!!!!!!" i mialam wtedy ochote tak przyspieszyc, ale na szczescie ograniczylam sie do 50-tki . Podczas tego egzaminu bylam strasznie zdenerwowana, psycha mi wysiadala. Gdy juz wrocilismy wypominal mi moje bledy, ale w koncu napisal pozytywny. Bylam wtedy w szoku.
Pomimo wszystko uwazam ze Pan Osinski jest bardzo madrym i w porzadku facetem, choc dokopal mi niezle. Jednak nikomu nie zycze, aby na Niego natrafil . Prawo jazdy mam od kilku miesiecy, wszyscy zyja . I to teraz, gdy sama wzielam odpowiedzialnosc za siebie i innych uczestnikow ruchu jezdze o wiele lepiej.

p
pilot

Zdawałem w słupskim WORD-dzie egzamin na prawo jazdy kat C. Udało mi sie za pierwszym razem, ale nie czyje sie dumny, ponieważ dopiero przy pierwszym samodzielnym kursie, okazało się, że nie wszystko jeszcze potrafię. Stres olbrzymi, ale do opanowania. Egzaminator bardzo sympatyczny. Przez pewien czas wydawał polecenia gdzie mam jechać, a później gdy zapytałem w którą stronę, powiedział " Niech Pan jedzie gdzie chce". Nawet gdy wymusiłem pierwszeństwo na skrzyżowaniu (źle oceniłem prędkość samochodu nadjeżdżającego z naprzeciwka) odwrócił głowę. Zwrócił mi uwagę tylko raz gdy przy wyjeździe z WORD najechałem tylna osią na krawężnik.

Aktualnie jestem w trakcie kursu na kat. C+E i już czuje olbrzymi stres, ale staram sie nie poddawać. Uważam (bedąc kierowcą od 5 lat), że na drodze najważniejszy jest spokój i opanowanie. To pomaga w wielu stresowych i nieoczekiwaniach sytuacjach. Na drogach jest wielu wariatów, którzy nie liczą się, nie tylko z własnym życiem ale i z innymi użytkownikami dróg. Na koniec dodam, że nie ma mocnych na drodze, a Ci którzy zdaja za pierwszym razem, jeszcze nie są kierowcami!! Stają sie niemi dopiero po tysiącach kilometró i wielu godzinach za fajerą, bo nie ma co sie oszukiwać, że te 30 czy jak w moim przypadku 25 godz zrobią z nas kierowców . Oczywiście życzę każdemu zdania za pierwszym razem i uniknięcia kolejnego stresu jaki towarzyszy egzaminowi.

Wszystkim kierowcom jak i przyszłym użytkownikom dróg życzę szerokości

k
karolina

ja zdałam u pana osińskiego za 1 razem ---fakt że w czasie egzaminu wykończył mnie nerwowo miałam ochotę przywalić mu ale teraz po 2 latach jak myślę o tym egzaminie muszę mu gorąco podziękować bo nie tracę zimniej krwi w trudnych sytuacjach na drogach jakie czasami na nas czyhają,również dziękuję ŁUKASZOWI GŁOWACKIEGU mojemy dawnemu instruktorowi jest wspaniałym nauczycielem---wszystkim którzy czekają na egzamin życzę powodzenia ------------a pan osiński nie jest taki straszny jak o nim mówią:):):):) życzę powodzenia wszystkim

V
VOLVO-Rider-ka
W dniu 06.08.2009 o 22:42, taki se jeden napisał:

czy jesli komus udalo sie przebrnac szczesliwie egzamin za np 13 podejsciem to oznacza ze mial w tym dniu szczescie czy ze nauczył sie w koncu jezdzic?kolejnych 14 podejsc mogłby znow nie zdac...tak sobie mysle...aha...pozdrawiam Volvo-riderke bez podtekstów i ironi..naprawde..lubie czytac co pisze



Raczej miał szczęście (że trafił na dobrego egzaminatora)
Na sukces się składa dobry egzaminator + sprawny samochód. Za pierwszym razem trafił mi się taki złom, że kilkanaście razy gasł mi na mieście (nr 5, pamiętam). Zdałam za czwartym i bardzo się zdziwiłam, że egzamin to taka pestka, bo trzy poprzednie to jakaś katastrofa była (a jacy wredni egzaminatorzy).
a
ada
Zdałam za 4 razem. wiem nie ma się z czego cieszyć, ale w sumie teraz po jakimś czasie uważam, że to było nawet dobre doświadczenie.

początkowo wybrałam ośrodek nauki taki z "renomą" ale się nieźle przejechałam tzn. na jazdę można się było dopchać raz na 2 tygodnie!!! a nieraz rzadziej, więcej ludzi niż nadążali nauczać! po wyjeżdżeniu 30 godzin (prawie 4 miesiące to trwało) straciłam zupełnie ochotę na prawo jazdy! zdawałam sobie sprawę że nic kompletnie mnie nie nauczyli!!! potem zrobiłam 5 miesęczną przerwę, zmieniłam ośrodek i musiałam uczyć się wszystkiego od nowa!!!

I to był fajny okres! w końcu ktoś rzetelnie podchodził do nauczania! Z chęcią szłam na kolejne godzinki jazdy! chciałam się uczyć! dokupywałam godziny i jeździłam.

prawda jest taka że rzetelny nauczyciel i kilka godzin jazdy na których ciągle zdarzają się nowe nie przewidziane sytuacje wiele uczy!!! ciągle doskonalimy swoje umiejętności! jeździłam już bezbłędnie przez 2 godziny jazdy po słupsku nie zdarzały mi się żadne błędy!
ale wiadomo jaki jest stres na egzaminie trzy podejścia oblane z czystej głupoty!
po każdym oblanym egzaminie nowe godzinki dokupione!
instruktor już mi nie pozwalał dodatkowych godzin wykupywać! bo twierdził ze się nudzi!!! (każdy inny patrzy tylko jak kasę wyciągnąć)

zdałam za 4 razem u pana Osińskiego! każdy wie jaką ma "dobrą" opinię ten egzaminator

doszłam do samochodu i patrzę się w stronę drzwi z których egzaminatorzy wychodzą! i tu już był mój 1 błąd egzaminator siedział w samochodzie i na wstępie dobrze mnie zjechał za marnowanie jego cennego czasu!
potem dopiero się przedstawił a mi odrazu nogi zmiękły...

plac, wzniesienie zaliczone bezbłędnie! a tu niespodzianka proszę wykonać hamowanie awaryjne!!! tam gdzieś jest żółta linia i proszę się przed nią zatrzymać! troszkę pan osiński wbił się w przedni panel ale zaliczyłam...
podczas jazdy na mieście ciągle uwagi czemu stoisz na jedynce! oj oj panienko!
40 minut jazdy po mieście i to co każdy lubi najbardziej wjazd na osiedle nad ośrodkiem wyjazd koło akademii i do ośrodka! i jeszcze jedna wpadka! już na ośrodku wjeżdżamy drogą potem w lewo i w prawo pod wiaty!
w lewo zasygnalizowałam ale w prawo pod wiatę już nie! czy w tym samochodzie nie ma kierunkowskazów?!!

ogólnie jazdę z panem osińskim wspominam dobrze!!! stres podobny jak u innych, a za duży plus uważam to że podczas jazdy głośno wypowiada sie na temat swoich uwag! i na samym końcu jego przemówienie
lubi robić reprymendy na temat całej jazdy! daje wskazówki co należy poprawić i doćwiczyć!
a najgorsze co pamiętam! trzymał kartę egzaminacyjną i tak sobie po niej malował pionową linie i pod nosem mówił a wynik egzaminu jest... a wynik egzaminu jest... i w końcu dorysował brzuszek od P pozytywny!!!

Właściwie tylko osoba która kilka razy oblała może mnie zrozumieć ale wtedy puściły mi nerwy z całej godziny! i się rozkleiłam! Pan osiński mówi dziewczyno czemu płaczesz? przecież zdałaś! a ja siedziałam i ryczałam jak głupia! to w końcu mówi wysiadaj bo się rozmyśle... póżniej jeszcze dodał że muszę teraz ćwiczyć i szerokiej drogi!!!
a ja cała zapłakana poszłam do ośrodka! ludzie którzy stali przy drzwiach zaczeli mnie pocieszać że następnym razem się uda... że nie ma się czym przejmować!

ale ja zdałam! i cały ten stres pamiętam do dzisiaj!
mam już prawko od dobrych kilku miesięcy, i dopiero teraz czuję, że umiem jeździć!!! jednak cała nauka zachowań na drodze zaczyna się dopiero z plastikiem w ręku! już nikt nie pomoże i trzeba liczyć tylko na siebie!
wiem że nie jest łatwo zdać więc teraz prawko szanuję!

wszystkim przyszłym kierowcą życzę szczęścia! i nie oszczędzajcie kasy na naukę jazdy! lepiej teraz wydać kilka stówek! niż potem mieć czyjeś życie na sumieniu albo chociaż samochód rozbity.

no a dla zbytnio stresujących syrop z melisy...

szerokiej drogi
[/q

heh ja tez zdalam za 5 u Osinskiego dziwne nie ??!!! jak wyczytali nazwisko to sie przezegnalam jak wiedzialam ze z panem O. nie taki diabel straszny jak go maluja w porzadku facet .
Z
Zuzka
W dniu 06.08.2009 o 20:29, radiowiec napisał:

To ja mikrofonuję?


ale nuda idę trochę potelewizorować ha ha ha
G
Gość

Zdałam za 4 razem. wiem nie ma się z czego cieszyć, ale w sumie teraz po jakimś czasie uważam, że to było nawet dobre doświadczenie.

początkowo wybrałam ośrodek nauki taki z "renomą" ale się nieźle przejechałam tzn. na jazdę można się było dopchać raz na 2 tygodnie!!! a nieraz rzadziej, więcej ludzi niż nadążali nauczać! po wyjeżdżeniu 30 godzin (prawie 4 miesiące to trwało) straciłam zupełnie ochotę na prawo jazdy! zdawałam sobie sprawę że nic kompletnie mnie nie nauczyli!!! potem zrobiłam 5 miesęczną przerwę, zmieniłam ośrodek i musiałam uczyć się wszystkiego od nowa!!!

I to był fajny okres! w końcu ktoś rzetelnie podchodził do nauczania! Z chęcią szłam na kolejne godzinki jazdy! chciałam się uczyć! dokupywałam godziny i jeździłam.

prawda jest taka że rzetelny nauczyciel i kilka godzin jazdy na których ciągle zdarzają się nowe nie przewidziane sytuacje wiele uczy!!! ciągle doskonalimy swoje umiejętności! jeździłam już bezbłędnie przez 2 godziny jazdy po słupsku nie zdarzały mi się żadne błędy!
ale wiadomo jaki jest stres na egzaminie trzy podejścia oblane z czystej głupoty!
po każdym oblanym egzaminie nowe godzinki dokupione!
instruktor już mi nie pozwalał dodatkowych godzin wykupywać! bo twierdził ze się nudzi!!! (każdy inny patrzy tylko jak kasę wyciągnąć)

zdałam za 4 razem u pana Osińskiego! każdy wie jaką ma "dobrą" opinię ten egzaminator

doszłam do samochodu i patrzę się w stronę drzwi z których egzaminatorzy wychodzą! i tu już był mój 1 błąd egzaminator siedział w samochodzie i na wstępie dobrze mnie zjechał za marnowanie jego cennego czasu!
potem dopiero się przedstawił a mi odrazu nogi zmiękły...

plac, wzniesienie zaliczone bezbłędnie! a tu niespodzianka proszę wykonać hamowanie awaryjne!!! tam gdzieś jest żółta linia i proszę się przed nią zatrzymać! troszkę pan osiński wbił się w przedni panel ale zaliczyłam...
podczas jazdy na mieście ciągle uwagi czemu stoisz na jedynce! oj oj panienko!
40 minut jazdy po mieście i to co każdy lubi najbardziej wjazd na osiedle nad ośrodkiem wyjazd koło akademii i do ośrodka! i jeszcze jedna wpadka! już na ośrodku wjeżdżamy drogą potem w lewo i w prawo pod wiaty!
w lewo zasygnalizowałam ale w prawo pod wiatę już nie! czy w tym samochodzie nie ma kierunkowskazów?!!

ogólnie jazdę z panem osińskim wspominam dobrze!!! stres podobny jak u innych, a za duży plus uważam to że podczas jazdy głośno wypowiada sie na temat swoich uwag! i na samym końcu jego przemówienie
lubi robić reprymendy na temat całej jazdy! daje wskazówki co należy poprawić i doćwiczyć!
a najgorsze co pamiętam! trzymał kartę egzaminacyjną i tak sobie po niej malował pionową linie i pod nosem mówił a wynik egzaminu jest... a wynik egzaminu jest... i w końcu dorysował brzuszek od P pozytywny!!!

Właściwie tylko osoba która kilka razy oblała może mnie zrozumieć ale wtedy puściły mi nerwy z całej godziny! i się rozkleiłam! Pan osiński mówi dziewczyno czemu płaczesz? przecież zdałaś! a ja siedziałam i ryczałam jak głupia! to w końcu mówi wysiadaj bo się rozmyśle... póżniej jeszcze dodał że muszę teraz ćwiczyć i szerokiej drogi!!!
a ja cała zapłakana poszłam do ośrodka! ludzie którzy stali przy drzwiach zaczeli mnie pocieszać że następnym razem się uda... że nie ma się czym przejmować!

ale ja zdałam! i cały ten stres pamiętam do dzisiaj!
mam już prawko od dobrych kilku miesięcy, i dopiero teraz czuję, że umiem jeździć!!! jednak cała nauka zachowań na drodze zaczyna się dopiero z plastikiem w ręku! już nikt nie pomoże i trzeba liczyć tylko na siebie!
wiem że nie jest łatwo zdać więc teraz prawko szanuję!

wszystkim przyszłym kierowcą życzę szczęścia! i nie oszczędzajcie kasy na naukę jazdy! lepiej teraz wydać kilka stówek! niż potem mieć czyjeś życie na sumieniu albo chociaż samochód rozbity.

no a dla zbytnio stresujących syrop z melisy...

szerokiej drogi

O
ObrońcaWdów

Jeśli na 100 osób zdaje 30 to jest chyba dobry wynik. Ludzie wychodzą z założenia, że nie możliwe jest zdanie za 1szym razem.
Uderzenie w pachołek kończy egzamin i nie można wyjechać na miasto, bo zmieniły się przepisy. Wiem, bo zdawałem trzy tygodnie temu.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3