"Stan wyjątkowy" w Nowym Teatrze w Słupsku. Recenzja...

    "Stan wyjątkowy" w Nowym Teatrze w Słupsku. Recenzja spektaklu [zdjęcia]

    Zdjęcie autora materiału

    Magdalena Olechnowicz

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    "Stan wyjątkowy" w Nowym Teatrze w Słupsku. Recenzja spektaklu [zdjęcia]
    1/14
    przejdź do galerii
    Trudno mi ocenić spektakl „Stan wyjątkowy” w kategorii spektaklu, który - w moim odczuciu - tak naprawdę spektaklem nie był. Był to raczej reportaż dokumentalny, który przypomniał nam wydarzenia sprzed blisko 21 lat.
    W założeniu reżysera publiczność miała znaleźć się w centrum wydarzeń, które miały miejsce w styczniu 1998 roku. Wtedy po meczu koszykarzy Czarnych Słupsk z AZS Koszalin na ulicy Szczecińskiej w Słupsku doszło do interwencji policyjnej, podczas której - od uderzenia pałką policyjną - zginął 12-letni Przemek Czaja. Po tym zdarzeniu policja i prokuratura próbowała ukryć prawdę, co wywołało falę wzburzenia wśród kibiców, ale także zwykłych ludzi. Przez trzy dni, aż do pogrzebu chłopca, wieczorami ulice centrum miasta były polem bitwy dla kibiców, słupszczan i policji.

    Wchodząc na salę, widzowie minęli pierwszą barykadę, na końcu sceny znajdowała się to druga - ułożona celowo niechlujnie z krzeseł. Przyznam, że tej pierwszej nie zauważyłam, ale poinformowała o tym aktorka Bożena Borek, która na początku odczytała list w imieniu reżysera Ludomira Franczaka, który miał wprowadzić nas - widzów - w świat przedstawiony. Pomysł ciekawy, aczkolwiek w centrum wydarzeń poczułam się tylko w dwóch scenach - gdy pokazane były zamieszki i pogrzeb chłopca.

    Same zamieszki ilustrowane były archiwalnymi zdjęciami pokazującymi policyjne hordy, poprzewracane radiowozy, kibiców rzucających koktajle Mołotowa. Zdjęcia pokazywały się na dużym ekranie, tłem dźwiękowym były dla nich nagrane wypowiedzi kilku osób, które widziały ówczesne wydarzenia, dziennikarzy, którzy je relacjonowali.

    Jednak klimat i napięcie budowała tak naprawdę muzyka, która grała tu kluczową rolę. Bez niej ten spektakl by się nie obronił. Tu wielkie brawa dla Rafała Szymańskiego i Piotra Sulika.

    Po zamieszkach - zobaczyliśmy zdjęcia z pogrzebu nastolatka. To był najbardziej wzruszający moment. I tu także nastrój budowała muzyka grana na żywo.

    Trzeba tu wspomnieć, że podczas sobotniej premiery na sali obecni byli rodzice Przemka, dla których było to zapewne bardzo osobiste przeżycie...

    Jednak niestety czuję duży niedosyt. Jak wspomniałam, były to nagrania kilku osób, fragmenty nagranych wówczas amatorsko filmów. To było najciekawsze, bo nawet ten, kto wówczas nie był w mieście, mógł choć w części poczuć to, co wtedy działo się na ulicach. Zabrakło mi jednak wypowiedzi prawdziwych uczestników tych wydarzeń - kibiców, ludzi, którzy - nie będąc kibicami - także chodzili pod prokuraturę, aby stanąć po stronie prawdy, aby to, co się stało, nie zostało zamiecione pod dywan. Za mało emocji, tylko suche fakty.

    Co ważne, spektakl zaczyna się od tu i teraz. Pokazuje jak bardzo zmieniło się miasto od tego czasu. Aktor Wojciech Marcinkowski, pełniący jakby rolę narratora - opowiada w pierwszej osobie o tym, jak scenarzysta zbiera materiał do spektaklu -reportażu. Z punktu widzenia dziennikarskiego robi to bardzo nieudolnie, przez co pokazana rzeczywistość jest - w moim odczuciu - nieco przekłamana i pokazana zgodnie z założoną tezą - jako miasto, w którym nikt już nie pamięta Przemka, w którym mieszkają prawie sami Ukraińcy, a na meczu Czarnych są niemal puste trybuny i nikt już nie wie, gdzie było miejsce Przemka na trybunach, specjalnie dla niego wyznaczone.

    Reportażysta zbierający materiał miał pytać o wspomnienia ze stycznia 1998 roku osoby napotkane na ul. Wojska Polskiego. I tak naprawdę przyznaje się do tego, że zagadał dwoje Ukraińców, którzy nic mu nie powiedzieli, co wcale nie dziwi, i małżeństwo, które nie bardzo chciało mówić. Mało! Dużo za mało! Ludzi, którzy pamiętają, co się wydarzyło, jest mnóstwo. Trzeba lepiej szukać.

    Spektakl zmusza jednak widza do refleksji. Po co była ta śmierć? Bo przecież była po coś... I nawołuje do tego, aby zamiast pięści wyciągać rękę.

    Duży plus dla dyrektora Nowego Teatru Dominika Nowaka za to, że powstał kolejny spektakl - po "Ulicy", z którym słupszczanie mogą się utożsamiać, bo to spektakl o ich mieście. Pokazuje to, że dzieją się tu rzeczy ważne, które wpływają na tożsamość mieszkańców miasta, które głośnym echem odbiły się w całej Polsce.

    Jest to spektakl bardzo słupski także dlatego, że od początku do końca stworzony przez słupszczan. Reżyserem jest Ludomir Franczak, scenariusz - między innymi na podstawie opowieści świadków i uczestników wydarzeń ze stycznia 1998 roku - napisał Daniel Odija. Na żywo grali Rafał Szymański i Piotr Sulik. Całości dopełnił Wojciech Stefaniec, który przygotował grafikę na plakat oraz rysunki wykorzystane w spektaklu.

    Na scenie wystąpili Bożena Borek oraz Wojciech Marcinkowski - aktorzy Nowego Teatru w Słupsku.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Kultura - wideo

    GP24 PLUS POLECAMY

    Osobowość Roku 2018 - zgłoś swoje propozycje nominacji

    Osobowość Roku 2018 - zgłoś swoje propozycje nominacji

    NAJPOPULARNIEJSZY SPORTOWIEC i TRENER  Głosowanie zakończone

    NAJPOPULARNIEJSZY SPORTOWIEC i TRENER Głosowanie zakończone

    Zdjęcia - kultura

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Narodowe Czytanie Wesela w Słupsku