Mieszkanie za które zapłacili znanemu w Słupsku dewelperowi Ś., jego spółka deweloperska, sprzedała innemu podmiotowi, należącymi do rodziny.
Ś. A że ten popadł w długi, pojawił się komornik i zlicytował mieszkanie Szklarzy, ci bowiem, choć zapłacili aktu notarialnego od Ś. nie dostali.
Oto ich historia. W 2013 roku postanowili, że na emeryturze przeniosą się z Jastrowia w Wielkopolsce do Słupska. W czasie poszukiwania mieszkania natknęli się na nowy budynek wielorodzinny przy ul. Konarskiego, który zbudowała spółka Building Professional Company małżeństwa Ś.
- Położenie nam odpowiadało, więc w maju 2013 roku podpisaliśmy umowę deweloperską. Nasze małe, 41-metrowe mieszkanie spółka wydała w listopadzie. W tym czasie wpłaciliśmy na jej konto 20 tys. zł. Pozostałą sumę, 143 tys. zł zapłaciliśmy w lipcu 2014 roku. Czekaliśmy na akt notarialny, który miał się pierwotnie odbyć w styczniu 2014 roku. W końcu pan Ś. powiedział nam, że aktu notarialnego nie będzie, bo nasze pieniądze, które miały trafić do banku, wykorzystał na cele swojej spółki - relacjonuje pani Irena.
Małżonkowie potem blisko dwa lata na różne sposoby próbowali zmusić dewelopera do wywiązania się z zobowiązania dotyczącego aktu notarialnego. W końcu poszli do sądu, który 12 lipca 2017 roku wydał korzystny dla nich wyrok z klauzulą natychmiastowej wykonalności, a dotyczył zwrotu pieniędzy przez dewelopera.
- Spółka jednak już nie miała pieniędzy. Dlatego wytoczyliśmy sprawę panu Ś. oraz jego byłej żonie, którzy kierowali spółką, gdy kupowaliśmy mieszkanie. Ta sprawa trwa.
Gdy Szklarzowie zaczęli się sądzić z byłymi małżonkami Ś., ich mieszkanie zmieniło właściciela, bo spółka Building Professional sprzedała budynek przy Konarskiego spółce KB Biznes Consulting, na czele której najpierw stała córka, a potem syn małżeństwa Ś. Ponieważ ta ostatnia spółka nie wywiązywała się ze swoich zobowiązań, wkrótce na placu boju pojawił się komornik. 28 stycznia bieżącego roku zlicytował mieszkanie, w którym mieszkają Szklarze. Nabywca zapłacił za nie 135 tys. zł.
- Zanim do tego doszło, przez dłuższy czas próbowaliśmy ustalić siedzibę spółki Building Professional Company. Nasze listy nie były odbierane pod adresem przy ul. Przemysłowej w Słupsku, ani w Radomiu, gdzie miała mieć też siedzibę - opowiada pani Irena. Natomiast w sądzie usłyszała, od pana Ś., że sprawa mieszkania Szklarzy już go nie dotyczy, bo on już nie jest prezesem spółki, od której kupowali mieszkanie.
- Wcześniej nikt nas o tym nie poinformował. Tak samo nikt nas nie poinformował, że zmienił się także właściciel budynku, w którym znajduje się nasze mieszkanie. To ustaliliśmy sami we współpracy z naszym prawnikiem - dodaje pani Szklarz.
O tym, że ich mieszkanie będzie licytowane, dowiedzieli się pośrednio, bo słupski komornik na ich adres, do ich wiadomości, przysyłał pisma adresowane do spółki KB Biznes Consulting.
- Gdy mąż poszedł do komornika, to dowiedział się, że już nic się nie da zrobić, bo wkrótce odbędzie się licytacja - mówi pani Irena.
- Czy licytacja musiała się odbyć tak szybko, skoro sprawa sądowa Szklarzy z byłym małżeństwem Ś. nie jest jeszcze zakończona? - zapytaliśmy wczoraj komornika Błażeja Wasilewskiego. Nie odpowiedział na nasze pytanie, bo - jak powiedział - prawo mu na to nie pozwala. Odesłał nas do biura Izby Komorniczej w Gdańsku. Tam także nie nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Poradzono nam tylko, abyśmy napisali list do komornika z naszym pytaniem albo złożyli na niego skargę. Tymczasem państwo Szklarze są coraz bardziej załamani, bo przed kilku dniami odwiedziła ich para czterdziestolatków, którzy poinformowali, że są nowymi właścicielami mieszkania.
- Usłyszeliśmy od nich, że jak się nie wyprowadzimy sami, to zameldują nam lokatorów oraz będą odcinać media. Boimy się, że ostatecznie możemy się znaleźć na ulicy - nie ukrywa swoich obaw pani Irena.
Nie ukrywa, że próbowała już w różnych miejscach szukać pomocy. Była m.in. u posłanki Jolanty Szczypińskiej przed jej śmiercią. Potem kontaktowała się z biurem posła Piotra Mullera, gdzie obiecano jej, że jego pracownicy zainteresują się jej sprawą.
Przypomnijmy: śledztwo przeciwko Wiesławowi Ś. i jego rodzinie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku. W sprawie chodzi o oszustwa m.in. wobec banków, firm, prywatnych osób, w tym nabywców mieszkań, a nawet gminy Słupsk, na łączną kwotę ok. 12 mln zł.
- Prokuratura Okręgowa w Słupsku prowadzi śledztwo przeciwko Wiesławowi Ś., jego byłej żonie Annie T., córce Katarzynie B. oraz synowi Michałowi Ś., a także przeciwko jeszcze czterem innym osobom, to jest Mariuszowi D., Sebastianowi P., Monice B. i Krzysztofowi Ś. - poinformował latem ubiegłego roku Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku.
Śledztwo, jak informuje prokuratura, dotyczy przestępstw o charakterze gospodarczym oraz finansowo-skarbowym popełnionych w latach 2013-2018 głównie w Słupsku, ale i na terenie całego kraju. Do czynów tych doszło w związku działalnością deweloperską spółek Building Professional Company sp. z o.o. w Słupsku, Building Professional Company Bydlino sp. z o.o. w Słupsku a także spółek od nich zależnych.
Małżonkowie są schorowani, znerwicowani i przerażeni przyszłością. Liczą na pomoc mediów i różnych władz - samorządowych i państwowych.
Sonda - Czy Polacy chcą amerykańskiej elektrowni atomowej w Polsce?
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?