Kultowa gastronomia polska w „Karczmie Słupskiej” [zdjęcia]

Ireneusz Wojtkiewicz wojtkiewicz@ct.com.pl Zaktualizowano 
Goście na piętrze nowo otwartej „Karczmy Słupskiej”
Piękny początek i smutny koniec markowego produktu miasta nad Słupią.

To coś, co się działo wiosną 1974 roku w środku lokalu nr 11 przy al. Wojska Polskiego w Słupsku, przechodnie pożerali oczami. Z zewnątrz, przez szyby wystawowe zaglądali tam, gdzie do niedawna wstępowali napić się kawy, pogadać przy dźwiękach fortepianu. Tak właśnie było w kawiarni „Kaprys”, przedtem cukierni „Warszawianka”, zwanej też słupskim Bliklem. Przed wojną za Niemca tenże lokal był sklepem i piekarnią.

„Karczma Słupska” - głosił nowy napis na zewnątrz. Styl niby gotycki, taki na podpórkach, okna wystawowe jeszcze zachlapane wapnem. Przed lokalem często widoczna dwukonna platforma z brezentową kabiną woźnicy. Tym pojazdem przywożono i wyładowywano stoły, krzesła i jakieś wyposażenie stajenne, które wnoszono do lokalu. Przed lokalem kamienny chodnik z krawężnikami nad brukowaną jezdnią z torami po zlikwidowanej 15 lat wcześniej trakcji tramwajowej. Na alei Wojska Polskiego normalnie funkcjonowały dwie jednokierunkowe jezdnie - do i od dworca kolejowego – oddzielone symetrycznie deptakiem, obsadzonym lipami jeszcze pod koniec XIX wieku.

Otwarcie „Karczmy Słupskiej” nastąpiło w kwietniu 1974 roku. Lokal był nieduży, zaledwie 300 metrów powierzchni, ale pomysłowo podzielony dwupoziomowo na części stajenną, kominkową, myśliwską oraz kuchenną. Poszczególnym częściom nadano stylowy wystrój. Wieść o tym, że tu bardzo smacznie i niedrogo karmią gruchnęła niczym piorun. Inaczej być nie mogło, to była pierwsza wizytówka słupskiej gastronomii, która wkrótce miała się stać kultową w kraju i za granicą.

W jadłospisie, sporządzanym zresztą na podstawie kaszubsko - pomorskich kronik i ustnych przekazów, pokazały się takie specjały, jak kwasica, baranina duszona w śmietanie, nalewki orzechowe, dorsze w rozmaitych postaciach, koktajle alkoholowe chu - chu i co tam jeszcze wymyśliło i upitrasiło kierownictwo tego lokalu. A jako pierwszy poprowadził go duet: kierowniczka Teresa Włodkowska i szef kuchni Henryk Błaszczyk. Ci sami, którzy niedługo potem przejęli Karczmę Pod Kluką, która pod ich kierownictwem zdobyła największe trofea polskiej gastronomi, min. srebrne patelnie. No i sławę, która trwa do dziś.

Dalsza część artykułu na następnej stronie.

Zobacz także: Dzień pizzy SONDA

Raczej niewidoczny lecz wiele znaczący szyld tej nowej polskiej gastronomii głosił: Zakład Kompleksowych Wdrożeń „Społem” w Słupsku. Utworzono go oficjalnie w 1976 roku i podlegał bezpośrednio Centralnemu Związkowi Spółdzielni Spożywców w Warszawie. Nazwę zakładu wymyślił na poczekaniu jego dyrektor Tadeusz Szołdra. Góral z pochodzenia, słupszczanin z wyboru, który wraz ze swoim zastępcą Władysławem Piotrowiczem postawił słupską na międzynarodowym poziomie. To właśnie oni rozpoczęli i przez wiele lat z powodzeniem budowali kultową gastronomię polską w kraju i za granicą.

Pomyśleć, że początek to „Karczma Słupska” i wspomniany pojazd konny jako podstawowy środek transportu Zakładu Kompleksowych Wdrożeń. Widywano go nieraz, gdzie budowano i urządzano bądź modernizowano w Słupsku nowe lokale gastronomiczne, min. „Karczmę Pod Kluką”, restaurację „Piracką”, czy bar rybny „Tunek”, którego początki i lata świetności pokażemy niebawem w odrębnej publikacji. Bazę zakładu a zarazem wytwórnię wyposażenia i wystroju wnętrz gastronomii stanowiły obiekty na rogu placu Dąbrowskiego i ul. Przemysłowej, gdzie znajdowały się także warsztaty zespołu szkół drzewnych. Dziś już prawie nic nie zostało z tego zaplecza. Pusty plac niczego nie przypomina.

Krajowa i zagraniczna ekspansja słupskiej gastronomi przypadła na półmetek „epoki Gierka”, kiedy społeczne zapotrzebowanie na dobrą zmianę miało swoje apogeum. Przypomnijmy np. wrzesień 1975 roku, kiedy w Koszalinie odbywały się centralne dożynki. Na łamach „Głosu Pomorza” znalazła się taka oto relacja: „Przy ulicy Fałata w miasteczku PSS najrojniej było przed stylowo urządzoną „Karczmą Słupską”, do której każdy pragnął przynajmniej zajrzeć” .

Z czasem karczmy słupskie pojawiały się w co większych miastach całego kraju oraz za granicą – najpierw w Budapeszcie na Węgrzech, potem w Niemczech i za oceanem – w USA. To był polski, chętnie kupowany produkt eksportowy. Mocno przyćmił sławę przedwojennego specjału, jakim był serek camembert „Stolper Jungchen”, który po wojnie już jako „Słupski Chłopczyk” wracał na rynek.

Dalsza część artykułu na następnej stronie.

Z czasem renoma karczem słupskich zaczęła niestety podupadać, a i sam Słupsk tracił na znaczeniu wskutek nieprzemyślanych reform społecznych i gospodarczych lat 90. Nastał czas „schodzenia miasta na psy wskutek konającego przemysłu”, które to określenie zapożyczam z „Dzienników rowerowych” Davida Byrne. A rower pojawia się dlatego, że ta publikacja jest pokłosiem zygzakowania rowerem po al. Wojska Polskiego i jej przyległościach, co zresztą opisywaliśmy w cotygodniowych felietonach.

Los kilku karczem słupskich jest raczej przykry. Lubelska skończyła jako „Pyzata Chata”. Warszawska „Karczma Słupska” prosperowała dość długo na Dolnym Mokotowie jako meta okolicznych gangsterów, zanim zmieniła szyld na „Sowa i Przyjaciele” i stała się miejscem najgłośniejszej w ostatnich latach afery podsłuchowej. Rdzenna „Karczma Słupska” działała od 2004 roku jako własność człowieka ogromnie zasłużonego dla polskiej gastronomii - Władysława Piotrowicza. Prowadził ją pomimo przejścia na emeryturę w 2007 roku. Ze względu na kłopoty zdrowotne zmuszony był sprzedać ten lokal w 2008 roku.

Nabyła go gdyńska firma Euro Kapital z zamiarem przekwalifikowania na siedzibę Deutsche Bank, ale potencjalny kontrahent zrezygnował z kupna tego obiektu. Trwa tu generalny remont mający na celu min. wykonanie instalacji rekuperacji, sprostanie wymogom obsługi osób niepełnosprawnych oraz rewitalizację witryn. - Ciężki biznes, miasto niezbyt atrakcyjne i na pociechę tylko, że to nietuzinkowy, stary obiekt w nowym wydaniu – kwituje obecny właściciel.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 64

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
s
słupszczanin
W dniu 24.02.2017 o 08:17, STIW napisał:

PEWNIE NIE WICIE GZIE ONE SIE ZNAJDOWALY   

Uzupełniając dodam, że kino WIEDZA znajdowało się naprzeciwko pomnika H.Sienkiewicza. Pamiętam też kino RELAX a za nim drewniany podest służący do występów przy ul.Jagiełły.

Na początku lat siedemdziesiątych przetarłem oczy ze zdziwienia jak zobaczyłem czterech członków zespołu Czerwone gitary maszerujących pod moim oknem. Szybko wybiegłem za nimi aby się przywitać i pozdrowić. Zapytali mnie gdzie ta SŁYNNA Karczma pod Kluką. Wskazałem kierunek a raczej ich podprowadziłem.

Jeszcze jeden epizod z Karczmą pod Kluką. Jako dziecko lubiłem oglądać błyskotki i chodziłem do Jubilera. Podczas jednej z wizyt do Jubilera przy ul.wówczas Zawadzkiego przyszedł robotnik z saszetką, z której wyciągnął 2000 srebrnych marek i sprzedał w u tego Jubilera. Słyszałem jak powiedział, że kopiąc fundamenty pod Karczmę pod Kluką natrafił na to znalezisko. Marki były skatalogowane więc Jubiler szybko wypłacił mu okrągłą sumkę, o której mogłem tylko pomarzyć. :)

zgłoś
G
Gość
W dniu 26.02.2017 o 22:48, Gość napisał:

 Nieprawda.Poczatkowo podawano ją w Karczmie pod Kluką a po pewnym czasie także w Karczmie Słupskiej.Pamiętam wystrój wnętrza tej "knajpy".Niewiele restauracji miało taki wystrój!!.To co dzisiaj jest podstawą jako przystawki (smalec + ogórek kiszony) było na porzadku dziennym (i to za czasów komuny!).Restauracja zapewniała intymność (na "górnym" piętrze "boksy" sześcioosobowe) podczas obiadu.Wszystko w drewnie.Było to niezbyt wygodne rozwiązanie dla obsługujących kelnerek ale one były tak sprytne że z tacami talerzy lawirowały tak że nikogo nawet nie potrąciły (jak one to robiły cholera wie ale to była ich tajemnica)

 

Jeśli tak, to ok., przyznaję - mój błąd.

Reszta to chyba nie do mnie...

 

.A teraz najważniejsze:jestem w posiadaniu niewielkiej książeczki KUCHNIA SŁUPSKA wydanej w 1991roku (Press Trust - Agencja) gdzie są wszystkie(!) przepisy potraw podawanych w Karczmie Słupskiej i w Karczmie pod Kluką (kwasówka,polewka smołdzińska,schab w cieście,ciasta,nawet surówki!).Ta książeczka była rozdawana bezpłatnie przez pewien okres czasu właśnie w Karczmie Słupskiej.Jakimś cudem uchowała się w naszym domu.Do tej pory moja żona chętnie korzysta z zawartych tam przepisów.Szlagierem jest kwasówka - zupa "dzień po" na bazie soku po kiszonej kapuście ("kacówka"), niesamowita na kaca (momentalnie poprawia samopoczucie po "ciężkim" wieczorze).Nie wiem czy wiecie ale autorem tych wszystkich przepisów był pan Jan Czarnecki który był autorem wszystkich przepisów kuchni polskiej pracujący do 64 roku życia!.A był znawcą kuchni francuskiej,szwedzkiej,włoskiej i niemieckiej.Pomimo to poświęcił się tylko kuchni polskiej!

To co tam wtedy podawano to był "majstersztyk" kuchni (Mc Donald's ffu!!,KFC-ffu!!).I niech mi ktoś powie że tam śmierdziało zjełczałym tłuszczem?.Czosnek,cebula,bazylia,grzyby to były te zapachy!.Nie wiem dlaczego tego typu restauracje "umarły śmiercią" naturalną ale miło powspominać!!!!!!!    

 

 

Ciekawe informacje, przeczytałam z przyjemnością. :)

zgłoś
G
Gość
W dniu 18.02.2017 o 20:47, Gość napisał:

Polewkę orzechową podawali w Karczmie pod Kluką, a nie w Karczmie Słupskiej.

 


Polewkę orzechową podawali w Karczmie pod Kluką, a nie w Karczmie Słupskiej.

Nieprawda.Poczatkowo podawano ją w Karczmie pod Kluką a po pewnym czasie także w Karczmie Słupskiej.Pamiętam wystrój wnętrza tej "knajpy".Niewiele restauracji miało taki wystrój!!.To co dzisiaj jest podstawą jako przystawki (smalec + ogórek kiszony) było na porzadku dziennym (i to za czasów komuny!).Restauracja zapewniała intymność (na "górnym" piętrze "boksy" sześcioosobowe) podczas obiadu.Wszystko w drewnie.Było to niezbyt wygodne rozwiązanie dla obsługujących kelnerek ale one były tak sprytne że z tacami talerzy lawirowały tak że nikogo nawet nie potrąciły (jak one to robiły cholera wie ale to była ich tajemnica).A teraz najważniejsze:jestem w posiadaniu niewielkiej książeczki KUCHNIA SŁUPSKA wydanej w 1991roku (Press Trust - Agencja) gdzie są wszystkie(!) przepisy potraw podawanych w Karczmie Słupskiej i w Karczmie pod Kluką (kwasówka,polewka smołdzińska,schab w cieście,ciasta,nawet surówki!).Ta książeczka była rozdawana bezpłatnie przez pewien okres czasu właśnie w Karczmie Słupskiej.Jakimś cudem uchowała się w naszym domu.Do tej pory moja żona chętnie korzysta z zawartych tam przepisów.Szlagierem jest kwasówka - zupa "dzień po" na bazie soku po kiszonej kapuście ("kacówka"), niesamowita na kaca (momentalnie poprawia samopoczucie po "ciężkim" wieczorze).Nie wiem czy wiecie ale autorem tych wszystkich przepisów był pan Jan Czarnecki który był autorem wszystkich przepisów kuchni polskiej pracujący do 64 roku życia!.A był znawcą kuchni francuskiej,szwedzkiej,włoskiej i niemieckiej.Pomimo to poświęcił się tylko kuchni polskiej!

To co tam wtedy podawano to był "majstersztyk" kuchni (Mc Donald's ffu!!,KFC-ffu!!).I niech mi ktoś powie że tam śmierdziało zjełczałym tłuszczem?.Czosnek,cebula,bazylia,grzyby to były te zapachy!.Nie wiem dlaczego tego typu restauracje "umarły śmiercią" naturalną ale miło powspominać!!!!!!!    

zgłoś
G
Gość
W dniu 18.02.2017 o 20:47, Gość napisał:

Polewkę orzechową podawali w Karczmie pod Kluką, a nie w Karczmie Słupskiej.

 


Polewkę orzechową podawali w Karczmie pod Kluką, a nie w Karczmie Słupskiej.

Nieprawda.Poczatkowo podawano ją w Karczmie pod Kluką a po pewnym czasie także w Karczmie Słupskiej.Pamiętam wystrój wnętrza tej "knajpy".Niewiele restauracji miało taki wystrój!!.To co dzisiaj jest podstawą jako przystawki (smalec + ogórek kiszony) było na porzadku dziennym (i to za czasów komuny!).Restauracja zapewniała intymność (na "górnym" piętrze "boksy" sześcioosobowe) podczas obiadu.Wszystko w drewnie.Było to niezbyt wygodne rozwiązanie dla obsługujących kelnerek ale one były tak sprytne że z tacami talerzy lawirowały tak że nikogo nawet nie potrąciły (jak one to robiły cholera wie ale to była ich tajemnica).A teraz najważniejsze:jestem w posiadaniu niewielkiej książeczki KUCHNIA SŁUPSKA wydanej w 1991roku (Press Trust - Agencja) gdzie są wszystkie(!) przepisy potraw podawanych w Karczmie Słupskiej i w Karczmie pod Kluką (kwasówka,polewka smołdzińska,schab w cieście,ciasta,nawet surówki!).Ta książeczka była rozdawana bezpłatnie przez pewien okres czasu właśnie w Karczmie Słupskiej.Jakimś cudem uchowała się w naszym domu.Do tej pory moja żona chętnie korzysta z zawartych tam przepisów.Szlagierem jest kwasówka - zupa "dzień po" na bazie soku po kiszonej kapuście ("kacówka"), niesamowita na kaca (momentalnie poprawia samopoczucie po "ciężkim" wieczorze).Nie wiem czy wiecie ale autorem tych wszystkich przepisów był pan Jan Czarnecki który był autorem wszystkich przepisów kuchni polskiej pracujący do 64 roku życia!.A był znawcą kuchni francuskiej,szwedzkiej,włoskiej i niemieckiej.Pomimo to poświęcił się tylko kuchni polskiej!

To co tam wtedy podawano to był "majstersztyk" kuchni (Mc Donald's ffu!!,KFC-ffu!!).I niech mi ktoś powie że tam śmierdziało zjełczałym tłuszczem?.Czosnek,cebula,bazylia,grzyby to były te zapachy!.Nie wiem dlaczego tego typu restauracje "umarły śmiercią" naturalną ale miło powspominać!!!!!!!    

zgłoś
W
Wiedza.. nie pamiętam
W dniu 24.02.2017 o 08:14, stiw napisał:

napiszcie cos o kinach WIEDZY GWARDI USTRONIU POLONI


Kino Gwardia było za Szkołą Milicji koło stawki, a Ustronie przy ul. Poznańskiej...
zgłoś
D
Doktor
W dniu 18.02.2017 o 17:43, nawlec spedalonego na pal napisał:

jak to padlo?? spedalony przeciez narobil smietniczkow I laweczek hmmm czemu w polskiego [padnie calkowicie za 5 lat?? bo spedalony nabuduje tam wiecej laweczek I smietniczkow dla staruchow ktorzy go wybrali ale staruchy panda za 5 10 latek zaden zdrowy czlowiek nie wybierze spedalonego albo kodu po ablo pisu a raczej bedziecie lustrowani majatki beda licytowane spedalony I kodowcy rozstrzelani w piazzzdu no kto za nimi zaplacze pytam sie ??? spedalony chce sprowadzic ukraincow przedtem syryjczykow...spedalony wie ze rodowita mlodziesz predzej nawlecze go na pal I podpali niz wybierze w wryborach

 

jak to padlo?? spedalony przeciez narobil smietniczkow I laweczek hmmm czemu w polskiego [padnie calkowicie za 5 lat?? bo spedalony nabuduje tam wiecej laweczek I smietniczkow dla staruchow ktorzy go wybrali ale staruchy panda za 5 10 latek zaden zdrowy czlowiek nie wybierze spedalonego albo kodu po ablo pisu a raczej bedziecie lustrowani majatki beda licytowane spedalony I kodowcy rozstrzelani w piazzzdu no kto za nimi zaplacze pytam sie ??? spedalony chce sprowadzic ukraincow przedtem syryjczykow...spedalony wie ze rodowita mlodziesz predzej nawlecze go na pal I podpali niz wybierze w wryborach

Proponuję Ci zgłosić się  jak najszybciej do lekarza weterynarii w celu uśpienia ponieważ nie rokujesz nawet poziomu myślenia ameby...sam bym Ciebie przyjął ale nie ma tępej siekiery

zgłoś
S
STIW
W dniu 24.02.2017 o 08:14, stiw napisał:

napiszcie cos o kinach WIEDZY GWARDI USTRONIU POLONI

PEWNIE NIE WICIE GZIE ONE SIE ZNAJDOWALY

 
zgłoś
s
stiw

napiszcie cos o kinach WIEDZY GWARDI USTRONIU POLONI

 

zgłoś
m
metalowka

A gdzie jest moja piekna Anitka z karczmy ?

zgłoś
S
SłupskieZakładyGastronomic
W dniu 21.02.2017 o 01:07, Rysiek napisał:

Reportaż rozbudza wspomnienia o Słupsku z brukowaną ulicą Wojska Polskiego i chmarą gawronów siedzących na drzewach w tym tym miejscu- znaczących licznych przechodniów pamiątkami wymagającymi szybkiej interwencji wilgotną szmatką po powrocie do domu Jeśli spodziewane są kolejne wspomnienia z tej epoki - jaką większości mieszkańców Słupska kojarzy się z poczuciem paradoksalnej stabilizacji , paradoksalnego dobrobytu i sławy słupskiej gastronomii , jaka już nie powinna być kojarzona z paradoksem, tylko z autentycznym wysiłkiem onegdajszej PSS Społem- jaka dziwnym trafem była znana podobno nawet w Japonii. Gierek dał minimalną możliwość oddechu lokalnym pomysłom . W Warszawie powstawał Dworzec Centralny i jeździły przegubowe Berliet'y, a Słupsk rozwiał po Polsce zapaszek kuchni doskonałej, autentycznej i zasłużenie słynnej - pod szyldem PSS. To była znakomita spółdzielnia ze skromnym biurem przy ulicy Tuwima - o czym chyba już mało kto pamięta. Na piętrze pachniało przyprawami , a na dole była masarnia produkująca PRAWDZIWE wędliny. Nie mam pewności co do autorstwa pomysłu powstania tych genialnych miejsc ( Pewnie onegdajsza władza ) , ale to posunięcie spowodowało rozpropagowanie słupskiej gastronomii w Polsce. Obok skromnego dworca PKP stał piękny sześciokątny mały budyneczek - gdzie miłe korpulentne kucharki sprzedawały głodnym świetne, duże bułki z półlitrowym kubkiem gorącego mleka. Nie pamiętam, czy to był PSS- owski lokalik. ale był szalenie miły i ratujący licznym życie za parę groszy. Nie wiem, czy się nie mylę, ale Karczma Pod Kluką , Bar Poranek , Karczma Słupska i pierwsza w naszym mieście placówka gdzie można było zjeść Pizzę popijając Pepsi lub winem w rozsądnej cenie ( Ul. Wojska Polskiego) - to też zasługa PSS Społem.... Oczywiście wszystko było sterowane przez jedynie słuszną władzę, ale owa władza w tym czasie miała chwilowo dość ludzkie pojęcie o biznesie. Główny punkt promenady w Ustce został również "delikatnie" zajęty przez dziwne konstrukcje a'la domek drewniany - gdzie sprzedawano wyśmienite napoje i inne frykasy naszego pomysłu. Jak się nazywał jeden z nich................. Zdaje się ,że" Opty." To o czym piszę- jest tylko wspomnieniem kilkunastoletniego chłopaka - ucznia legendarnie dobrego liceum nad rzeką. Po kilku latach dalszej nauki wróciłem tu i nie wyobrażam sobie innego miejsca do życia - pomimo nieuchronnych zmian jakie nastąpiły. Pozostały wspomnienia. Same dobre ..... Bo ludzie byli jakby inni ( czytaj - lepsi) , skłonni do rozmowy , życzliwsi jak teraz. Bo było tylko może kilka knajpek, gdzie spotkać można było kolegów i wypić prawdziwe onegdajsze polskie piwo. Bruk obok Ratusza jest ten sam, żyjący koledzy tacy sami i na szczęście fajny Prezydent z jakiego normalni Słupszczanie są dumni. Jeśli wziąć głęboki oddech - to przy odrobinie wyobraźni można poczuć zapach wiktuałów z Karczmy słupskiej pod koniec kwietnia- kiedy były już lekko uchylone okna a zapach kusił. Po wejściu liczni potykali się o dyndające końskie siodła , ponieważ widok wybitnie pięknych kelnerek w strojach ludowych - powodował oczopląs. Pozdrawiam serdecznie autora artykułu i życzę powodzenia . Jakoś tak się składa,że i jego znam z tamtych lat i to osobiście z czasów "rędzikowskich" i harcerskich w Koczale.

Drobna poprawka;
"Bar Ul" przy PKP, Poranek i wszystkie restauracje i bary w Słupsku należały do SŁUPSKICH ZAKŁADÔW GASTRONOMICZNYCH, których dyrekcja znajdowała się na drugim piętrze na restauracją Metro. A wyposażenie Karczm Slupskich, które sprzedawano do innych krajów, powstawało w warsztatach na rogu ulic Tuwima i Pl Dąbrowskiego.
Dopiero w latach 80 tych połączono SZG z PSS.
zgłoś
c
czarna pantera

...a pamietacie taki niewielki bar "Kogucik", ktory stal przy dworcu PKS, po drugiej stronie ulicy Kollataja ? :D 
 

zgłoś
c
czarna pantera

...a i tak najlepsze w tamtych czasach byly saturatory ! :D
Pamietam ze byly chyba 3  (a moze 2 kolory) soku z woda. :)
...Z dziecinstwa pamietam, ze bylo to takie pyszne....uuuu uuu ! :D
Nie wiem dlaczego tego zakazano...pewnie ze wzgledow higienicznych czy co ? ...bo podobalo mi sie tez jak myto te szklaneczki, to bylo mistrzostwo swiata....rachu ciachu (trwalo to chyba dwie sekundy) i juz...odwaracano szklaneczke do gory dnem, a woda pod cisnieniem ochlapywala wnetrze szklaneczki od dolu...i po myciu. :)
A jak pieknie osy kolo tego lataly...ale co tam...bylo to bardzo pyszne. :)

zgłoś
R
Rysiek
W dniu 21.02.2017 o 01:46, wirecki napisał:

 

Oczywiście,że to był "UL" . Jeśli Pan pozwoli, to będę skromnym obserwatorem  tego wątku. Nie wierzę w cuda, ale wspomnienia chyba odmładzają. Mam ich wiele. Połamania pióra!

zgłoś
w
wirecki
W dniu 21.02.2017 o 01:07, Rysiek napisał:

 Reportaż rozbudza wspomnienia o Słupsku z brukowaną ulicą Wojska Polskiego i chmarą gawronów siedzących na drzewach w tym tym miejscu- znaczących licznych przechodniów pamiątkami wymagającymi szybkiej interwencji wilgotną szmatką po powrocie do domu Jeśli spodziewane są kolejne wspomnienia z tej epoki - jaką większości mieszkańców Słupska kojarzy się z poczuciem paradoksalnej stabilizacji , paradoksalnego dobrobytu i sławy słupskiej gastronomii , jaka już nie powinna być kojarzona z paradoksem, tylko z autentycznym wysiłkiem onegdajszej PSS Społem- jaka dziwnym trafem była znana podobno nawet w Japonii. Gierek dał minimalną możliwość oddechu lokalnym pomysłom . W Warszawie  powstawał Dworzec Centralny i jeździły przegubowe Berliet'y, a  Słupsk rozwiał po Polsce zapaszek  kuchni doskonałej, autentycznej i zasłużenie słynnej - pod szyldem PSS. To była znakomita spółdzielnia ze skromnym biurem przy ulicy Tuwima - o czym chyba już mało kto pamięta. Na piętrze pachniało przyprawami , a na dole była masarnia produkująca PRAWDZIWE wędliny. Nie mam pewności co do autorstwa pomysłu powstania tych genialnych miejsc ( Pewnie onegdajsza władza ) , ale to posunięcie spowodowało rozpropagowanie słupskiej gastronomii w Polsce.  Obok skromnego  dworca PKP stał piękny sześciokątny  mały budyneczek - gdzie miłe korpulentne kucharki sprzedawały głodnym świetne, duże bułki z półlitrowym kubkiem gorącego mleka. Nie pamiętam, czy to był PSS- owski  lokalik. ale był szalenie miły i ratujący licznym życie za parę groszy. Nie wiem, czy się nie mylę, ale Karczma Pod Kluką , Bar Poranek ,  Karczma Słupska  i pierwsza w naszym mieście placówka gdzie można było zjeść Pizzę popijając Pepsi lub winem w rozsądnej cenie ( Ul. Wojska Polskiego) - to też zasługa PSS Społem.... Oczywiście wszystko było sterowane przez jedynie słuszną władzę, ale owa władza w tym czasie miała chwilowo dość ludzkie pojęcie o biznesie.  Główny punkt promenady w Ustce został również "delikatnie" zajęty przez dziwne konstrukcje a'la domek drewniany - gdzie sprzedawano wyśmienite napoje i inne frykasy naszego pomysłu. Jak się nazywał jeden z nich................. Zdaje się ,że" Opty."  To o czym piszę- jest tylko wspomnieniem kilkunastoletniego chłopaka - ucznia legendarnie dobrego liceum nad rzeką. Po kilku latach dalszej nauki wróciłem tu i nie wyobrażam sobie innego miejsca do życia - pomimo nieuchronnych zmian jakie nastąpiły. Pozostały wspomnienia. Same dobre ..... Bo ludzie byli jakby inni ( czytaj - lepsi) , skłonni do rozmowy , życzliwsi jak teraz. Bo było tylko może kilka knajpek, gdzie spotkać można było kolegów i wypić prawdziwe onegdajsze polskie piwo. Bruk obok Ratusza jest ten sam, żyjący koledzy tacy sami i na szczęście fajny Prezydent z jakiego normalni Słupszczanie są dumni. Jeśli wziąć głęboki oddech  - to przy odrobinie wyobraźni można poczuć zapach wiktuałów z Karczmy słupskiej pod koniec kwietnia- kiedy były już lekko uchylone okna a zapach kusił. Po wejściu liczni potykali się o dyndające końskie siodła , ponieważ widok  wybitnie pięknych kelnerek w strojach ludowych - powodował oczopląs. ć  Pozdrawiam serdecznie autora artykułu i życzę powodzenia . Jakoś tak się składa,że i jego znam z tamtych lat i to osobiście z czasów "rędzikowskich" i harcerskich w Koczale. Dzięki za pozdrowienia i przypomnienia. Ten mały barek mleczny przy dworcu PKP to mógł być "Ul". Niebawem coś więcej o samej. al. Wojska Polskiego, dworcu PKP oraz barze "Tunek".  

 

zgłoś
R
Rysiek

 Reportaż rozbudza wspomnienia o Słupsku z brukowaną ulicą Wojska Polskiego i chmarą gawronów siedzących na drzewach w tym tym miejscu- znaczących licznych przechodniów pamiątkami wymagającymi szybkiej interwencji wilgotną szmatką po powrocie do domu Jeśli spodziewane są kolejne wspomnienia z tej epoki - jaką większości mieszkańców Słupska kojarzy się z poczuciem paradoksalnej stabilizacji , paradoksalnego dobrobytu i sławy słupskiej gastronomii , jaka już nie powinna być kojarzona z paradoksem, tylko z autentycznym wysiłkiem onegdajszej PSS Społem- jaka dziwnym trafem była znana podobno nawet w Japonii. Gierek dał minimalną możliwość oddechu lokalnym pomysłom . W Warszawie  powstawał Dworzec Centralny i jeździły przegubowe Berliet'y, a  Słupsk rozwiał po Polsce zapaszek  kuchni doskonałej, autentycznej i zasłużenie słynnej - pod szyldem PSS.

 To była znakomita spółdzielnia ze skromnym biurem przy ulicy Tuwima - o czym chyba już mało kto pamięta. Na piętrze pachniało przyprawami , a na dole była masarnia produkująca PRAWDZIWE wędliny. Nie mam pewności co do autorstwa pomysłu powstania tych genialnych miejsc ( Pewnie onegdajsza władza ) , ale to posunięcie spowodowało rozpropagowanie słupskiej gastronomii w Polsce.  Obok skromnego  dworca PKP stał piękny sześciokątny  mały budyneczek - gdzie miłe korpulentne kucharki sprzedawały głodnym świetne, duże bułki z półlitrowym kubkiem gorącego mleka. Nie pamiętam, czy to był PSS- owski  lokalik. ale był szalenie miły i ratujący licznym życie za parę groszy.

 Nie wiem, czy się nie mylę, ale Karczma Pod Kluką , Bar Poranek ,  Karczma Słupska  i pierwsza w naszym mieście placówka gdzie można było zjeść Pizzę popijając Pepsi lub winem w rozsądnej cenie ( Ul. Wojska Polskiego) - to też zasługa PSS Społem.... Oczywiście wszystko było sterowane przez jedynie słuszną władzę, ale owa władza w tym czasie miała chwilowo dość ludzkie pojęcie o biznesie.

  Główny punkt promenady w Ustce został również "delikatnie" zajęty przez dziwne konstrukcje a'la domek drewniany - gdzie sprzedawano wyśmienite napoje i inne frykasy naszego pomysłu. Jak się nazywał jeden z nich................. Zdaje się ,że" Opty."

  To o czym piszę- jest tylko wspomnieniem kilkunastoletniego chłopaka - ucznia legendarnie dobrego liceum nad rzeką. Po kilku latach dalszej nauki wróciłem tu i nie wyobrażam sobie innego miejsca do życia - pomimo nieuchronnych zmian jakie nastąpiły.

 Pozostały wspomnienia. Same dobre ..... Bo ludzie byli jakby inni ( czytaj - lepsi) , skłonni do rozmowy , życzliwsi jak teraz. Bo było tylko może kilka knajpek, gdzie spotkać można było kolegów i wypić prawdziwe onegdajsze polskie piwo.

 Bruk obok Ratusza jest ten sam, żyjący koledzy tacy sami i na szczęście fajny Prezydent z jakiego normalni Słupszczanie są dumni.

 Jeśli wziąć głęboki oddech  - to przy odrobinie wyobraźni można poczuć zapach wiktuałów z Karczmy słupskiej pod koniec kwietnia- kiedy były już lekko uchylone okna a zapach kusił.

 Po wejściu liczni potykali się o dyndające końskie siodła , ponieważ widok  wybitnie pięknych kelnerek w strojach ludowych - powodował oczopląs. 

  Pozdrawiam serdecznie autora artykułu i życzę powodzenia . Jakoś tak się składa,że i jego znam z tamtych lat i to osobiście z czasów "rędzikowskich" i harcerskich w Koczale.

 
zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3