Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Nie dla pieniędzy, nie dla sławy. One piszą dla zabawy

Anna Czerny-Marecka
Anna Czerny-Marecka
Agnieszka jest seryjną morderczynią, Karolina seksholiczką, a Paulinie w głowie tylko romanse. Uspokajam. Agnieszka zabija, a Karolina wrzuca w wir ostrego seksu tylko postaci literackie. Także Paulina romansuje na lewo i prawo jedynie w swoich powieściach.

Poznajcie trzy panie, które dzieli wykształcenie, miejsce zamieszkania i zawody, ale łączy pasja do pisania książek. Po co im to? Jak tworzą i jak wydają swoje powieści? Co na to ich bliscy i znajomi?

Kto (pisze)

Agnieszka Ewa Szumska to słupszczanka. Żona i matka córki lat 15- i 21-letniego syna. Entuzjastka podróży, chętnie odpoczywa na spacerach z psem. Studiowała geografię, ale pracuje w bankowości (w leasingu). Czyta głównie thrillery i kryminały.

Karolina Bronisz pochodzi ze Słupska, ale mieszka w Gdańsku. Na Uniwersytecie Gdańskim studiowała krajoznawstwo i turystykę historyczną oraz amerykanistykę, bo marzyła o oprowadzaniu wycieczek w USA. Pracuje jednak jako head hunter, czyli rekrutuje pracowników dla różnych firm. Bardzo sobie to chwali, bo lubi kontakty z różnymi ludźmi.

Paulina Kozłowska mieszka w podsłupskiej Kobylnicy i jest kadrową. Niezupełnie zgodnie z wykształceniem, bo skończyła Bezpieczeństwo Narodowe w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Miłośniczka książek obyczajowych i kryminałów, dla dobrego filmu kostiumowego gotowa jest zarwać noc, chociaż skoro świt budzi ją uroczy owczarek podhalański.

Dlaczego (piszą)

Pisanie w przypadku Agnieszki Ewy Szumskiej wynikło z pasji czytania.

- A dlaczego by nie spróbować samej coś napisać? - pomyślała około czterech lat temu. Powstało 30 stron w WORD-zie i na tym stanęło. Ale zasiane ziarno kiełkowało. Rodzina zachęcała. Na Dzień Matki dwa lata temu dostała książkę Julii Cameron „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę”. Zadebiutowała w 2023 roku thrillerem „Zapisane we krwi”.

Co skłoniło do napisania powieści Karolinę Bronisz? - Takie hobby - odpowiada. - Relaksuję się, kiedy palce biegają po klawiaturze.

Już od dawna tworzyła „do szuflady” opowiadania i felietony. Bo głowę ma pełną pomysłów, a język polski nie sprawia jej problemów. Czasem dawała coś do poczytania koleżankom i podobało im się, więc... dlaczego by czegoś nie wydać? - pomyślała. I tak zadebiutowała powieścią erotyczną „Friendzone” wydaną w 2022 roku.

A trzecia z pań, Paulina Kozłowska? W zasadzie to nie wiadomo, co pchnęło ją na drogę pisarskiej kariery. Może to, że jest z natury introwertyczką, której dużą część świata stanowią książki? I która lubi bardziej słuchać, niż mówić? I jeszcze to, że ma dużą łatwość wymyślania fikcyjnych światów. A może przyczyniła się do tego debiutu nauczycielka języka polskiego, która niezbyt wysoko oceniała młodą Paulinę. Nie tylko matura z polskiego (95 % egzamin ustny), ale i półeczka z własnymi książkami udowodniły, że profesorka nie miała racji. No i jeszcze to jest ważne, że kilka lat temu spostrzegła, że na rynku księgarskim pojawia się wiele debiutów. To dodało jej odwagi. Zadebiutowała w 2021 roku „Pensjonatem na Kaczym Wzgórzu”.

Co (piszą)

„Zapisane we krwi” Agnieszki Ewy Szumskiej to pełna okrucieństwa historia trzech kobiet: Niny, Minki i Diany. Nastrój tajemniczości wzmacnia nieoczywista narracja z trzech punktów widzenia i poruszanie się w różnych czasach. Nic nie jest takie, jakie się z pozoru wydaje, a zasłony podnoszą się stopniowo, więc czytelnik zaskakiwany jest do samego finału. To powieść o przemocy psychicznej i fizycznej przenoszonej z pokolenia na pokolenie, kazirodztwie, fałszywej miłości i fałszywej przyjaźni.

- Najbardziej lubię w książkach tajemnice, psychologizm i emocje, i taką właśnie powieść napisałam - mówi słupszczanka.

Powstały też e-book i około pięciogodzinny audiobook z lektorem Mikołajem Krawczykiem.

„Friendzone” Karoliny Bronisz to lekka, zabawna i kolorowa historia damsko-męska z mocnymi, ale - zaznaczmy - niewulgarnymi scenami łóżkowymi. Bohaterami jest para korporacyjnych pracowników. Zaangażowanych w pracę z równym zapałem, co w przelotne miłostki. Co oznacza jej tytuł? Friendzone to relacja dwojga ludzi, która ma charakter przyjacielski, przy czym jedna ze stron jest zakochana w drugiej. Powieść wydana została także jako e-book.

- Wszystko jest w niej wymyślone, ale pomaga mi w tworzeniu fabuły i dialogów to, że lubię obserwować ludzi i podsłuchiwać, co mówią. A główna bohaterka ma moje sarkastyczne poczucie humoru -mówi pani Karolina.

Paulina Kozłowska to już w zasadzie zawodowa pisarka. Na dniach odbędzie się premiera jej piątej książki pt. „Domek w niebiosach”. Poprzednie to: „Pensjonat na Kaczym Wzgórzu”, „Spotkanie na Kaczym Wzgórzu”, „Świąteczna narzeczona” i Zakątek nadziei”. Jak na trzy lata, to imponujący dorobek.

Wszystkie jej książki należą do powieści obyczajowych. Ich akcja dzieje się na Pomorzu, pojawia się w nich dużo miejsc znanych zwłaszcza mieszkańcom Słupska i Ustki. Są pełne ciepła, ale i nie brak w nich czarnych charakterów, intryg, tajemnic i zagmatwanych romansów. Najbardziej mroczny jest „Zakątek nadziei” poświęcony przemocy domowej.

- Chociaż wszystko w tych powieściach jest wymyślone, staram się pisać wiarygodnie, a to wymaga staranności co do szczegółów i pewnej wiedzy o tym tworzonym świecie - mówi pani Paulina i dodaje, że z tego powodu pewnie nigdy nie napisze kryminału. - Nie mam pojęcia o pracy policjantów, prokuratury i przestępczym środowisku - śmieje się.

Do tworzenia postaci i fabuł wykorzystuje swój zmysł obserwacji, nawyk notowania ciekawych odzywek, intrygujące artykuły w gazetach i wpisy w mediach społecznościowych.

Jak (wydały)

Z internetowego researchu Agnieszce Ewie wyszło, że zadebiutowanie w roli pisarza to raczej trudna sprawa, bo mało kto chce ryzykować z nieznanym na rynku nazwiskiem. Na odpowiedź od wydawców czeka się zwykle pół roku albo i rok. Kiedy jednak tak surfowała po necie, pojawiała jej się reklama Poligrafu. To wydawnictwo proponujące druk książki w systemie self publishing. Co oznacza, że autor sam płaci za jej druk i rozpowszechnienie.

- Sama zajęłam się też promocją książki i rozsyłaniem jej do recenzentów - dodaje Szumska.

Karolina Bronisz poszła inną drogą. Po prostu wysłała swoją powieść na konkurs ogłoszony przez Niegrzeczne Książki Wydawnictwa Kobiecego. Wydawca określił tytuł („Bad Girl”), okładkę i gatunek - powieść erotyczna.

- Konkursu nie wygrałam, ale wydawnictwo po jakimś czasie samo się do mnie zgłosiło i zaproponowało wydanie mojej książki - opowiada gdańszczanka. - Uznali, że warsztat i pomysł jest OK, musiałam tylko trochę scen podopisywać, bo było za krótko.

Paulina Kozłowska poszła drogą, o jakiej marzą literaccy debiutanci. Rozesłała swoją pierwszą powieść do 7-8 wydawnictw. Tych tradycyjnych, publikujących książki na własny koszt, bez partycypacji finansowej autora. Po miesiącu pozytywnie odpowiedziała Replika, a potem jeszcze dwa. Replice jest wierna do dzisiaj. Z wzajemnością.

Co (sądzą czytelnicy)

Niepewna swojej nowej roli Agnieszka Ewa myślała na początku, żeby wydać swoją książkę pod pseudonimem. Nie zrobiła tego, i dobrze, bo rodzina i znajomi z pracy przyjęli jej debiut bardzo dobrze. Nie brakuje pochwał za pomysł, konstrukcję fabuły, wyrazistość postaci także na popularnym portalu Lubimy Czytać. Ocena 8,5 na 10 może autorkę cieszyć. Tak samo jak duża liczba opinii (41).

„Książka jest rewelacyjna, bo przeczytałam ją w jedno popołudnie. Czuje się tu napięcie, ciekawość i zaskoczenie, gdy próbuje się odkryć prawdę i rozwikłać tajemnicę. A jest co odkrywać, uwierzcie mi...” - napisała Jolka.

„Friendzone” Karoliny zdobyło uznanie w jej bardzo otwartej rodzinie i środowisku.

- Narzeczony całej powieści nie przeczytał, bo to nie jest jego tematyka, ale pikantne fragmenty wyłowił i uznał za zabawne - opowiada pisarka. - Teściowej i mamie też się podobało, tylko mama pytała, czy muszę używać słowa na k - śmieje się.

Na portalu Lubimy Czytać książka Karoliny doczekała się 29 opinii i 76 ocen, ich średnia wynosi 5,9.

„Książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie i szybko. Była naładowana po brzegi erotyzmem, pikanterią, ale też humorem i sarkazmem, który uwielbiam. Oczywiście jest to jedna z tych historii, które łatwo przewidzieć, ale i tak finalnie jestem bardzo na TAK” - oceniła użytkowniczka Nos w książce.

Z punktu widzenia wydawcy Paulina Kozłowska ma jedną wadę: nie może się przemóc, by wystąpić na spotkaniu autorskim. Ale odbiór czytelniczy ma duży, poczynając od ojca, który pochłania każdą

jej książkę. Na portalu Lubimy Czytać jej powieści notują od 49 do 146 ocen, średnia waha się od 6,8 do 8.

„Paulina Kozłowska należy do moich ulubionych pisarek i ubolewam, że tak o niej cicho. Kochani, Ona nie tylko wygląda jak siedem grzechów głównych, ale tak też pisze. Nie boi się poruszać naprawdę trudnych tematów i robi to z niebywałym wyczuciem. Za każdym razem zachwyca mnie, w jak lekki i finezyjny sposób łączy fenomenalne poczucie humoru i ważkie sprawy, o których warto i trzeba rozmawiać” - to opinia Coolturki po „Zakątku nadziei”.

Co (dalej napiszą)

Agnieszka Ewa Szumska stworzyła już fabułę kontynuacji swojego debiutu. Wzięła pod uwagę recenzje czytelników z portali internetowych i postaci są obszerniej scharakteryzowane. Skupia się tym razem na historii Diany, najbardziej w pierwszej części tajemniczej postaci, poruszony jest jednak nowy wątek, dzięki któremu książkę będzie można czytać niezależnie od poznania pierwszej. W grudniu tekst trafił do wydawnictwa, a dwa tygodnie temu Szumska zaczęła pisać trzecią swoją książkę, tym razem kryminał.

Karolina napisała już drugą książkę, także romans erotyczny, o trójkącie miłosnym. Na razie opublikowała ją na portalu dla pisarzy. Ma już także połowę kolejnej powieści, mniej erotycznej niż pozostałe. O parze, która spotyka się po latach, więc będą dwie osie czasu: przeszłość i 20 lat później. Na wczesnym etapie pisania jest współczesna historia Kopciuszka.

Paulina pisze codziennie przez dwie-trzy godziny. Raz jest to pół strony, raz - cztery. Pewne jest więc to, że będzie kolejna powieść. I to wydana przez Replikę.

A oto i ona, doceniona i nagrodzona

O swoim debiucie i rynku wydawniczym mówi Agata Bartoszek (do niedawna Marzec). Uznana pisarka i poetka, autorka opowiadań, powieści i tomików poezji, nagradzana za wiersze w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych. Obecnie promująca swoją najnowszą książkę „Miętówka”.

- Wysłałam tekst debiutanckiego zbioru opowiadań „Reminiscencje” mailowo do wielu wydawnictw, w ciągu dwóch miesięcy odezwały się cztery. Ale po roku przyszły też kolejne odpowiedzi, kiedy książka była już wydana i znalazła się na księgarskich półkach. Warto więc być cierpliwym... Dopiero potem doczytałam się na forach, że miałam szczęście, bo zwykle maile z propozycjami trafiają do spamu albo nie są odczytywane. Wydawnictwa dostają ich setki, więc wypracowały inne metody poszukiwania nowych autorów. Nawet jeśli na ich stronach znajduje się zakładka: Wyślij propozycję, nie gwarantuje ona niczego. Trzy wydawnictwa zaproponowały mi wydanie bez konieczności finansowania, ale wszelkie zyski - zgodnie z umową - przechodziły na nie, co jest zwykle oznaką tego, że widzą w tekście potencjalny sukces. Jedno z wydawnictw okazało się wydawnictwem wydającym tylko na zasadzie współfinansowania. Debiutanci naprawdę nie mają łatwego zadania... Ja miałam tytuły laureata w wielu konkursach literackich i to również nie było bez znaczenia.

Materiały, które przesyła się redaktorom, muszą być absolutnie najwyższych lotów! Bez błędów, literówek, dostatecznie wyczerpujące, udokumentowane, opatrzone planem pomysłów na promocję książki. Wydawcy „prześwietlają” sylwetki autorów nawet poprzez media społecznościowe.

Obecnie wydawnictwa bardzo oszczędzają i selekcjonują tytuły, które wydają. Debiutanci mają coraz trudniejsze zadanie. Dlatego self publishing powinien przestać być postrzegany w kategoriach porażki. Staje się szansą zaistnienia w świadomości publicznej, samodzielnego poprowadzenia procesu promocyjnego itp. Zapewnia też wolność artystyczną, co akurat bywa niebezpieczne, bo dziś można wydać w zasadzie wszystko, jeśli tylko ma się na to fundusze. Kwoty self publishingu rosną... Adekwatnie do rosnących cen papieru, współpracy z grafikami itp.: 10 - 15 tysięcy to dziś kwota standardowa. Wlicza się w nią wydanie, druk, podstawową dystrybucję i promocję, ale warto wiedzieć, że książki trafiają często do małych hurtowni bez siły przebicia na rynku, a ich opisy zaledwie na blogi czytelników zainteresowanych książkami.

Współpraca z solidnym wydawnictwem zapewnia korektora, redaktora prowadzącego i stały kontakt, który służy podniesieniu jakości propozycji wydawniczej. Mój redaktor z Liberum Verbum (to wydawnictwo wydało m.in. „Miętówkę” - dop. red.) okazał się niesamowicie mądrym człowiekiem, fachowcem, nauczyłam się od niego więcej niż przez osiem lat w podstawówce na lekcjach z gramatyki języka polskiego! Był autentycznie zainteresowany tekstem, niczego nie forsował siłą, dyskutowaliśmy, razem podejmowaliśmy decyzje itp. Przy self publishingu poziom tych działań jest albo minimalny albo nie ma go wcale. Książka traktowana jest jak produkt do sprzedania. A to czyni ją wolną od definicji książki... Na szczęście czytelnicy potrafią szybko zweryfikować zawartość pod okładką. To ich odbiór jest gwarancją powodzenia, nie pieniądze. I bardzo dobrze, że tak jest, bo dla wielu - w tym dla mnie - książka to nadal świętość!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Chcesz sprzedać mieszkanie ? To musisz wiedzieć!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza