Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Żeglowali na wysokiej fali. Dzieje Stoczni Ustka [ZDJĘCIA]

Ireneusz Wojtkiewicz
Panorama nabrzeża wyposażeniowego usteckiej stoczni z nowo budo-wanymi trawlerami rybackimi typu B410
Panorama nabrzeża wyposażeniowego usteckiej stoczni z nowo budo-wanymi trawlerami rybackimi typu B410 Ireneusz Wojtkiewicz
Nowy rozdział dziejów usteckiej stoczni, zapowiadany w poprzednim odcinku, zapisał się szczególnie w drugiej połowie lat 70. minionego stulecia. Wtedy to państwowe przedsiębiorstwo pożeglowało na wysokiej fali i zanosiło się na to, że długo będzie na takim kursie.

Pod koniec 1974 roku z hali montażu stalowych kadłubów zaczęła się wysuwać rufa naj-nowszego wyrobu, który latami był powodem dumy usteckich stoczniowców.

Był to mały trawler rybacki typu B-410

Oto co o nim mówił nam ówczesny dyrektor naczelny Stoczni Ustka Leszek Dulski:

- Jest to prototypowy kuter rybacki, przystosowany do połowów z rufy. Jednostka w całości jest dziełem konstruktorów i technologów Stoczni Ustka, kierowanych przez inżyniera Zdzisława Fołtyna i inżyniera Marka Kryszczyńskiego. Nowy kuter, mający 25,3 metra długości i 7,2 metra szerokości, wyposażony będzie w silnik o mocy 570 KM, nastawną śrubę napędową, a także urządzenia przetwórcze w postaci sortownic i transporterów. Jest to największa z dotychczas budowanych w Ustce jednostek rybackich i zarazem zapowiedź budowy statków dla rybołówstwa daleko-morskiego.

- Poza tym zapowiedziano, że w grudniu 1974 roku nowy kuter będzie uroczyście zwodowany, a w I kwartale 1975 roku powiększy flotę „Szkunera” Władysławowo. Również w 1975 roku zamierza się zbudować jeszcze jeden taki trawler dla polskiego rybołówstwa. Ponadto swoje oferty na zakup tego typu trawlerów złożyły firmy połowowe z Niemiec.

Przypomnijmy, wcześniej odpłynęły stąd 62 stalowe kutry zwane „kaefkami”, które zasiliły głównie floty rybackie krajowych armatorów. Ich miejsce zajęła nowo budowana flota małych trawlerów rybackich typu B-410 oraz B-403, budowanych na zamówienie armatorów krajowych zagranicznych. W sumie 66 tzw. rufowców, zbudowanych w latach 1974 – 1983. Zaobserwowany przez nas w drugiej połowie dekady lat 70. widok nabrzeża wyposażeniowego, obstawionego nowo zbudowanymi stalowymi rufowcami, był imponujący.

Poza tym dość często odbywały się tutaj uroczystości wodowania statków rybackich i pod-noszenia bander ich amatorów. Byliśmy na takich uroczystościach z okazji min. przekazania nowych jednostek firmom połowowym z Niemieckiej Republiki Demokratycznej, czy zwodowania w listopadzie 1978 roku setnego kadłuba stalowego kutra rybackiego, zbudowanego w usteckiej stoczni. Miał nazwę WŁA-297, czyli był przeznaczony również dla „Szkunera” Władysławowo jak kilka wcześniej zbudowanych „rufowców”. Stoczniowe uroczystości uświetniały koncerty zakładowej orkiestry dętej, w której też występowały urocze doboszki.

Produkcja jednostek z tworzyw sztucznych

w drugiej dekadzie lat 70. minionego stulecia też była na dobrym kursie. Jak podały „Dzieje Ustki” autorstwa Józefa Lindmajera, Teresy Machury i Zygmunta Szultki, w 1975 roku wyprodukowano 419 łodzi ratunkowych i kutrów z laminatów poliestrowo-szklanych oraz 121 trapów i kładek. Potencjał produkcyjny stoczni był wykorzystany do tego celu w około jednej połowie, drugą zajmowała budowa stalowych statków rybackich.

Pracownicy stoczniowego biura projektowo – konstrukcyjnego wyjawili nam pod koniec 1978 roku, że trakcie wykonywania projektu technicznego jest 16-metrowy kuter tuńczykowy z laminatów. Wkrótce zobaczyliśmy w stoczniowej kadłubowni i przy nabrzeżu wyposażeniowym wiele tych „tuńczykowców”. Niektóre odbywały próbne pływanie w usteckim porcie, co nie uchodziło uwadze miejscowych i przyjezdnych.

- Na zamówienie Związku Radzieckiego na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Stocznia „Ustka” zbudowała serię 16-metrowych statków z laminatów do połowu tuńczyków - napisał nasz redakcyjny kolega Józef Narkowicz w roczniku „Nasze Morze 1987”, wydanym przez Krajowy Komitet Dni Morza. - Obecnie armator radziecki złożył zapotrzebowanie na budowę następnych takich statków.

Uwagę przyciągał także zbudowany w usteckiej stoczni mały trawler rybacki z tworzyw sztucznych UST-16. Pływał we flocie miejscowej Spółdzielni Pracy Rybołówstwa Morskiego „Łosoś”, gdzie przezywano go „plastusiem”. Zasłyszane opinie jego załogi były różne – od zachwytu po obawy, że jest słabo sterowalny podczas gorszych warunków na dalekomorskich łowiskach. Nie-którym przeszkadzała przejrzystość kadłuba z tworzyw sztucznych, pozwalająca widzieć w jego wnętrzu stan wody na zewnątrz , czyli być akwarystami zamiast rybakami.

Nad wszystkim panowały mózgi

naturalne i komputerowe. Te drugie funkcjonowały w niedawno utworzonej stoczniowej pracowni komputerowej. Byliśmy tam w lutym 1978 r. oprowadzani min. przez matematyczki ze Słupska. Pracownia ta ściśle współdziałała z utworzonym wcześniej stoczniowym biurem projektowo-konstrukcyjnym. Utworzono je kilka lat wcześniej, a więc…

- Trzeba jeszcze dodać: młodego, gdyż utworzonego 4 lata temu, a średnia wieku jego pracowników wynosi zaledwie 26 lat – oznajmił nam jego kierownik mgr inż. Andrzej Gross w opublikowanym na tych łamach 17 czerwca 1975 rok materiale pt. „Mózg stoczni”.

Nasz rozmówca dodał: - Są oni w większości niedawno „upieczonymi” absolwentami Politechniki Gdańskiej i Szczecińskiej, techników okrętowych i mechanicznych. Przyjechali do Ustki, bo wiedzieli, że tutaj wakują stanowiska konstruktorów, technologów i projektantów, oferują dobre warunki pracy, że ustecka stocznia ma duże perspektywy rozwoju.

- W niedalekiej przyszłości będzie dużym ośrodkiem przemysłu okrętowego – potwierdził także na tych łamach 24 kwietnia 1976 r. w artykule pt. „Oddajemy głos mistrzom. Po mistrzowsku, to znaczy po ludzku” Lechosław Dąbrowski – mistrz budowy kadłubów statków rybackich w usteckiej stoczni.

Wspomniany szef biura projektowo – konstrukcyjnego A. Gross dodał: - Młodym inżynierom i technikom zaimponowała także odpowiedzialność stworzenia w Ustce tradycji i doświadczeń, pozwalających budować, w równie młodej stoczni, statki coraz bardziej skomplikowane i coraz większe. Pamiętam, że jedną z pierwszych konstrukcji była łódź pomocnicza do połowu okrężnicą (…).

- Poza tym trzeba pamiętać, że co trzeci dorosły mieszkaniec Ustki jest pracownikiem naszej stoczni, oznajmił nam Jan Wełpa, długoletni brygadzista w dziale głównego mechanika, któremu stoczniowcy powierzyli mandat delegata na VII Zjazd PZPR.

Problem rozbudowy jak bumerang

wracał do usteckiej stoczni i portu co kilka dziesięcioleci w minionym i obecnym wieku. Rozbudowa, mająca na celu wielokrotne powiększenie usteckiego partu, zaczęła się za czasów niemieckiej III Rzeszy. Wskutek wybuchu II wojny światowej została przerwana na początkowym etapie budowy zachodniego falochronu, zwanego dziś trzecim molem.

Z wydanej w 1962 roku monografii autorstwa Zbigniewa Szopowskiego pt. „Małe porty Po-morza Zachodniego w okresie do drugiej wojny światowej” dowiadujemy się, jak miał wyglądać ustecki port - największy na morskim szlaku pomiędzy Szczecinem a Prusami Wschodnimi. Koncepcja rozbudowy nieraz była rozważana w czasach powojennych.

- Do pomysłu dokończenia budowy powrócono w latach 70. XX wieku, w dobie wielkich inwestycji ekipy Edwarda Gierka – pisze w przewodniku pt. „Twierdza Ustka” Marcin Barnowski, nasz były kolega redakcyjny. - Trzecie molo miało się stać elementem kompleksu stoczniowo-portowego, nazwanego Stocznia „Środek”. Sporządzony w 1977 roku plan rozwoju województwa słupskiego do 2010 roku, przewidywał stworzenie w Ustce ośrodka przemysłu okrętowego, zatrudniającego u progu XXI wieku aż 11 tys. osób. Stocznia „Środek” zajęłaby zachodnią część portu, plażę, wydmy i lasy aż po koszary. Tu miały powstać hale produkcyjne, suwnice i dźwigi, dwa pływające doki (...). W tych planach wielki port ustecki był jeszcze większy, niż przewidywał niemiecki projekt z 1938 roku (…). Jednak podobnie jak Niemcy projekt wielkiego portu, tak Polacy plan budowy wielkiej gierkowskiej stoczni, realizowali tylko przez kilka lat.

Tymczasem nasza publikacja z 23 czerwca 1976 roku zaczynała się słowami, że pisać o rozbudowie usteckiej stoczni można z zachwytem widząc perspektywiczne plany, albo też bez za-

chwytu, gdy patrzy się na plac budowy i słucha relacji inwestora. Inż. Marek Berger, zastępca dyrektora do spraw inwestycyjnych usteckiej stoczni powiedział nam: - Nowo wybudowane obiekty powinny być przekazywane sukcesywnie, a całość prac zakończona do grudnia 1977 roku. Termin nie może ulec zmianie, bo jeszcze w tej pięciolatce stocznia musi zbudować kilkadziesiąt statków rybackich, w tym jednostki o 32-metrowej długości, na które już zawarto kontrakty z armatorami.

Zawinęli dostojni goście

z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem i premierem Piotrem Jaroszewiczem, co miało miejsce min. w usteckiej stoczni 11 lipca 1978 roku. Relacjonując nazajutrz tę wizytę na na-szych łamach pisaliśmy, że E. Gierek pytał o metody wodowania kutrów w zapadni oraz o to, kiedy zostanie zbudowana następna dla większych jednostek i w jakim kierunku będzie się rozbudowywała stocznia.

Rolę gospodarza pełnił wtedy Arnold Godlewski, dyrektor naczelny usteckiej stoczni w la-tach 1977 – 1981, a przedtem i potem dyrektor Zakładu Urządzeń Okrętowych „Sezamor” w Słupsku. Był znawcą i entuzjastą rozwoju przemysłu okrętowego w Słupskiem, częstym gospodarzem wiązanych z tym uroczystości, np. pasowania na stoczniowców absolwentów zasadniczej szkoły budowy okrętów w Ustce. Wrócił do „Sezamoru”, bo załoga się o niego upomniała. A co się działo po jego odejściu, napiszemy w następnym odcinku dziejów usteckiej stoczni.

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza