MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Katastrofa drogowa. Czy zawinił orkan Ksawery, czy kierowca? Proces w Słupsku po 10 latach

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Rozprawa przed Sądem Okręgowym w Słupsku. Sędzia przewodniczący Daniel Żegunia, prokurator Tomasz Klukowski, obrońca adwokat Piotr Sut i oskarżony Zenon G.
Rozprawa przed Sądem Okręgowym w Słupsku. Sędzia przewodniczący Daniel Żegunia, prokurator Tomasz Klukowski, obrońca adwokat Piotr Sut i oskarżony Zenon G. Bogumiła Rzeczkowska
Sąd Okręgowy w Słupsku rozpoczął w czwartek rozprawę przeciwko Zenonowi G., kierowcy autobusu, oskarżonemu o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym. Zenon G. jest sądzony po 10 latach od zdarzenia, bo zapomniane akta leżały w szafie prokuratora.

Istotna jest data tego zdarzenia - 6 grudnia 2013 roku. Co działo się tego dnia w Polsce? Tego nie znajdziemy w zarzucie aktu oskarżenia. Silny i porywisty wiatr, oblodzone drogi i śnieg rejonie człuchowskim. Autobus prywatnego przewoźnika z Debrzna wyruszył w trasę. Tuż przed południem na prostym odcinku drogi na trasie między Człuchowem a Przechlewem w okolicy miejscowości Pawłówko uderzył w przydrożne drzewo. Kierowca był trzeźwy. Skończyło się tragicznie. Pogoda utrudniała akcję ratunkową. Pogoda – to delikatne słowo. Nad Polską szalał orkan Ksawery.

Oskarżenie

Prokuratura Rejonowa w Człuchowie oskarża 57-letniego obecnie Zenona G. o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym.
- Oskarżam Zenona G. o to, że w dniu 6 grudnia 2013 roku na drodze publicznej między miejscowościami Kołdowo-Pawłówko w gminie Przechlewo nieumyślnie spowodował katastrofę w ruchu lądowym, zagrażającą życiu lub zdrowiu 37 pasażerów autobusu. W ten sposób, że nieumyślnie naruszył zasady w ruchu lądowym, nie dostosowując prędkości jazdy do panujących warunków drogowych i atmosferycznych – odczytywał akt oskarżenia prokurator Tomasz Klukowski z Prokuratury Rejonowej w Człuchowie.

Według oskarżenia wskutek nieostrożnej jazdy Zenona G. autobus zjechał z jezdni na zaniżone pobocze i uderzył prawą stroną w drzewo. Na miejscu zginęła 55-letnia Danuta Z. z Przechlewa, a obrażenia naruszające czynności narządów ciała na czas powyżej 7 dni odniosło 9 pasażerów.

Autobusem podróżowała głównie młodzież szkolna. Pokrzywdzeni trafili do szpitali w Człuchowie, Chojnicach, Więcborku, Miastku, Szczecinku i Tucholi. Także kierowca autobusu Zenon G.

Teraz stanął przed sądem. Dopiero teraz, bo zawieszona na długie lata sprawa utknęła w... szafie prokuratora. Akta znaleziono, gdy odszedł w stan spoczynku, czyli na prokuratorską emeryturę. Akta, które wypadły z szafy, przypomniały organom ścigania i wymiarowi sprawiedliwości o pokrzywdzonych i kierowcy, który – jak przyznał – wciąż czekał na sprawę.

Przed sądem

Na rozprawie Zenon G. bardzo się denerwował. Nigdy nie był karany. Po wypadku leczył się psychiatrycznie. Choć wtedy w szpitalu spędził tylko dobę, pół roku był na zwolnieniu lekarskim. Brał leki uspokajające. To było wynikiem zdarzenia.

Przed sądem Zenon G. nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień. Zadeklarował, że będzie odpowiadał tylko na pytania adwokata. Potwierdził to, co wyjaśniał w czasie śledztwa.
- Pamiętam, że przed miejscowością Pawłówko w pewnym momencie nagle poczułem silny powiew wiatru z mojej lewej strony. Siła tego wiatru była tak mocna, że autobus zaczął bezwładnie zjeżdżać na prawą stronę drogi. Mam wrażenie, że siła tego wiatru była tak mocna, że zdmuchnęła kierowany przeze mnie autobus na przydrożne drzewo. Ja pomimo to starałam się przeciwdziałać. Manewrowałem kołem kierownicy w przeciwną stronę, w lewą, ale autobus w żaden sposób nie reagował. Chyba coś krzyknąłem do pasażerów. Po uderzeniu straciłem przytomność – sędzia Daniel Żegunia odczytywał wyjaśnienia, które Zenon G. złożył w śledztwie.

Mimo wcześniejszych zastrzeżeń Zenon G. odpowiadał na pytania sądu.
- Miałem uderzenie w głowę i zakleszczoną nogę. Uwalniali mnie strażacy – powiedział oskarżony.

Zenon G. powiedział też, że po wypadku przez 10 lat pracował w innym zawodzie i dopiero kilka miesięcy temu powrócił do zawodu kierowcy. A przed wypadkiem był nim od czasów szkoły. Całe życie – jako kierowca w wojsku i w straży pożarnej. Prawo jazdy uzyskał jako 17-latek. Nie miał żadnych kolizji, a w straży 25 lat pracował.
- Codziennie myślałem o tym zdarzeniu. Zmieniłem zawód, bo czekałem na sprawę sądową. Nie miałem zatrzymanego prawa jazdy. Nie kontaktowałem się z pokrzywdzonymi. Tylko byłem na grobie tej pani na Wszystkich Świętych - wyznał Zenon G.

Na następnych rozprawach będą zeznawać świadkowie – pasażerowie i kierowcy, którzy w tamtym czasie pojawili się na drodze.

Za nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób, której następstwem jest także śmierć człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

STUDIO EURO PO HOLANDII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza